Portal Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego dla trenerówinsp.pl
Forum Trenera, strona główna

Hubert Makaruk: Trener jest dla dziecka ważnym dorosłym

O pogarszającej się kondycji fizycznej polskich dzieci – przyczynach, roli klubów oraz trenerów w rozwiązaniach tego problemu – mówi „Forum Trenera” Hubert Makaruk, dziekan Wydziału Fizycznego i Zdrowia Akademii Wychowania Fizycznego w Białej Podlaskiej.

12 min czytaniaTekst: Rozmawiał Marek Wawrzynowski 29 października 2026
Trener prowadzi ćwiczenia z dziećmi na sali sportowej
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Ministerstwo Sportu i Turystyki

Rozmawiał Marek Wawrzynowski

„Forum Trenera”: Czy dziś, jeśli porównamy nasze dzieci do nas, to są one faktycznie mniej sprawne?

Są do nas podobne, ale niekoniecznie w tym, w czym byśmy chcieli. Szczególnie niepokoi spadek wytrzymałości. Nasze badania w ramach programu „WF z AWF” pokazały, że w ciągu dekady wyniki próby wytrzymałościowej wyraźnie się pogorszyły, w niektórych grupach wiekowych nawet o 20 procent. Do tego dochodzi nadmierna masa ciała: nadwagę lub otyłość miało około 29 procent badanych chłopców i 24 procent dziewcząt. Najwyższe odsetki samej otyłości odnotowaliśmy u dzieci poniżej dziesiątego roku życia. To pokazuje, jak wcześnie trzeba zacząć działać. Możemy tym problemom przeciwdziałać na kilka sposobów.

Uprawianie sportu jest jednym z nich?

Tak, ale chodzi o coś więcej niż trening w klubie. Aktywność fizyczna to również zabawa, jazda na rowerze czy energiczny marsz. Tymczasem w jednym z ostatnich ogólnopolskich badań niespełna 20 procent dzieci i młodzieży podejmowało co najmniej godzinę umiarkowanej lub intensywnej aktywności każdego dnia tygodnia.

To nie są wygórowane wymagania…

.WHO zaleca osobom w wieku 5-17 lat średnio co najmniej 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności dziennie w skali tygodnia. W Polsce większość dzieci i młodzieży rusza się zbyt mało. To zresztą problem światowy: WHO niewystarczająco aktywnych jest ponad 80 procent nastolatków.

Co się zatem dzieje z 80 procentami dzieci? Czy ich jedyną aktywnością jest droga do szkoły?

Coraz częściej nawet i tego ruchu brakuje. Rodzice wożą dzieci do szkoły także wtedy, gdy odległość jest niewielka. Zresztą podobnie organizujemy całe nasze życie. Zamiast iść do sklepu, zamawiamy zakupy pod drzwi. Jeśli już jedziemy, chcemy zaparkować jak najbliżej wejścia. Proszę zwrócić uwagę, jak chętnie na lotnisku czy w metrze wybieramy ruchome schody, choć obok są zwykłe. Codzienność staje się wygodniejsza, ale coraz mniej wysiłku wymaga od naszego ciała. Dlatego warto tworzyć okazje do ruchu także w szkole. Badania pokazują, że nawet dwudziestominutowy marsz może poprawić wydolność i kontrolę uwagi u dzieci. Prosty pomysł przyniósł zapoczątkowany w Szkocji program „The Daily Mile”: każdego dnia dzieci wychodzą z klasy na około piętnaście minut, żeby maszerować lub biegać we własnym tempie. Moim zdaniem ruch powinien być stałą częścią szkolnej codzienności, obok dobrze prowadzonych lekcji WF. Podobne podejście stosowano w Kanadzie. W jednym z programów uczniowie jeszcze przed rozpoczęciem lekcji uczestniczyli w zabawach i ćwiczeniach rozwijających umiejętności ruchowe. To przykład, jak szkoła może zapewnić dzieciom dodatkową okazję do ruchu już na początku dnia.

Kanada Kanadą, u nas coraz częściej młodzi ludzie przemieszczają się za pomocą hulajnogi elektrycznej…

Technologia coraz skuteczniej wyręcza nasze mięśnie. Jeśli hulajnoga zastępuje spacer albo rower, tracimy kolejną okazję do ruchu. A podobnych udogodnień przybywa. Mój kolega, profesor Uniwersytetu Tennessee w Knoxville, opowiadał mi, że na tamtejszym kampusie roboty dostarczają jedzenie zamówione przez aplikację. Nawet po posiłek nie trzeba już wychodzić. Każde takie rozwiązanie z osobna wydaje się drobiazgiem, ale razem zmieniają sposób, w jaki żyjemy. Dlatego ruch, który dawniej pojawiał się przy okazji codziennych zajęć, coraz częściej musimy świadomie wpisywać w plan dnia.

Czy Polska idzie drogą Stanów Zjednoczonych?

Nie traktowałbym tego jako nieuchronnego scenariusza. W Polsce mamy szkoły, kluby i nauczycieli, którzy wykonują bardzo dobrą pracę. Zarazem podczas badań prowadzonych od kilku lat widzimy poważne braki, których nie usunie pojedyncza kampania. Potrzebujemy konsekwencji: dobrego nauczania, codziennych okazji do ruchu i sprawdzania, czy podejmowane działania rzeczywiście pomagają dzieciom. Sama liczba uruchomionych programów niewiele mówi o ich skuteczności.

Ostatnio znowu było głośno o prowadzonych przez pański zespół badaniach za sprawą wywiadu rektora AWF Bartosz Molika w serwisie „Foot Truck”.

Zgadza się. Badamy kompetencje ruchowe, czyli biegłość w wykonywaniu fundamentalnych umiejętności ruchowych stanowiących podstawę aktywności fizycznej. W naszym ogólnopolskim badaniu uczniów w wieku 7-14 lat około 94 procent uzyskało niewystarczający poziom tych kompetencji. Skoki przez skakankę opanowało zaledwie 11 procent dzieci, kozłowanie 24 procent, a zadania polegającego na rzucie i chwycie piłki od odbitej piłki – elementarnie dobrze wykonało 18 procent uczniów.

Ale też jest tak, że bierzecie dzieci z marszu, więc one nie do końca są przygotowane do takich testów.

Ale czy nie powinny zostać tego nauczone? Przecież mówimy o fundamentalnych umiejętnościach ruchowych. Dziecko nie powinno potrzebować specjalnego przygotowania do testu, żeby pokazać to, czego miało się wcześniej nauczyć. Dla mnie te wyniki są przede wszystkim świadectwem niekompetencji nas, dorosłych: rodziców, nauczycieli i osób odpowiedzialnych za system. To my organizujemy dzieciom codzienność, przekazujemy nawyki i stwarzamy warunki do nauki. Jeżeli tak wiele dzieci nie opanowuje podstaw, to musimy rozliczyć przede wszystkim własną skuteczność. Przy takiej skali problemu trudno mówić o pojedynczych zaniedbaniach. To obraz niewydolności systemu.

Ale przecież mamy różne programy aktywizujące…

Jeden z naszych zespołów zajmuje się próbą pozyskania danych z programów ministerialnych, w tym programu „Sportowe Talenty”. Sama idea monitorowania sprawności uczniów, znana choćby ze Słowenii, jest bardzo dobra. Tylko że pomiar powinien być początkiem działania.

Co?

No właśnie nic.

Słoweński program „Slofit”, skoro o nim wspomnieliśmy, jest przede wszystkim prozdrowotny i jest prowadzony od ponad 40 lat.

Zgadza się. I właśnie ta konsekwencja ma ogromne znaczenie. Rodzice mają dostęp do wyników swojego dziecka, mogą śledzić jego rozwój i porównywać jego sprawność z wynikami rówieśników. Jeśli widzą, że dziecko ma trudności albo jego wyniki się pogarszają, otrzymują sygnał, że trzeba zareagować. To może być motywacja, żeby poszukać przyczyn, porozmawiać z nauczycielem i wspólnie pomóc dziecku. Wtedy pomiar zaczyna służyć zdrowiu.

Właśnie klasa 1-3 i ta szkoła powinna być takim miejscem, taką pierwszą linią zdrowia publicznego dzieci?

Tak. Jeżeli nauczymy dzieci fundamentalnych umiejętności ruchowych, takich jak bieganie, skakanie, rzucanie, chwytanie czy utrzymywanie równowagi, damy im podstawę do podejmowania różnych form aktywności. Kiedy będą starsze, łatwiej wybiorą coś dla siebie i będą miały większą szansę pozostać aktywne. Dlatego w klasach 1-3 trzeba te umiejętności systematycznie rozwijać. Później powinniśmy dostosowywać WF do zmieniających się potrzeb młodych ludzi. Problem niećwiczenia jest szczególnie widoczny w szkołach ponadpodstawowych. Jeszcze kilka lat temu średnio statystycznie około 30 procent uczniów nie brało czynnego udziału w lekcjach WF. Obecnie te statystki mogą wyglądać jeszcze gorzej. Na pewno nie możemy sprowadzać lekcji wychowania fizycznego do spacerowania, nie mówiąc o siedzeniu na ławce. Moim zdaniem na tym etapie WF powinien wyraźniej przygotowywać do aktywności w dorosłym życiu: uczyć bezpiecznego treningu na siłowni, biegania, pływania czy planowania własnych ćwiczeń. Młody człowiek powinien wyjść ze szkoły z umiejętnościami, które pozwolą mu samodzielnie zadbać o swoją sprawność.

Dzieci wykonują ćwiczenia podporu na matach
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Ministerstwo Sportu i Turystyki

Mówimy o tej niskiej frekwencji, to wina lekcji wychowania fizycznego czy jednak rodziców?

Odpowiedzialność jest wspólna – nas dorosłych. Spadek wydolności, o którym mówiliśmy, to część problemu. Niepokoją też niski poziom siły mięśniowej i dolegliwości związane z długotrwałym siedzeniem. Żyjemy w świecie cyfrowym, który nieustannie dostarcza nowych bodźców i szybkich nagród. Jeżeli dziecko nie ma w domu dobrych wzorców i rozsądnych zasad korzystania z urządzeń, ruch łatwo przegrywa z telefonem. Dzisiaj mówi się już o „pokoleniu pochylonych głów”. Tak zwana szyja SMS-owa to potoczne określenie dolegliwości wiązanych z długotrwałym pochylaniem głowy nad ekranem, które może przeciążać mięśnie szyi i karku. Do tego dochodzi pytanie, jakie treści dzieci oglądają i czego się z nich uczą. Nie możemy oddawać ich codzienności ekranom, a później dziwić się skutkom.

Wracamy do pytania, czyja to wina: rodziców czy nauczycieli?

Zaniedbania są po obu stronach, choć mają różny charakter. Jeśli rodzic sam się nie rusza, dziecku brakuje ważnego wzorca. Badania pokazują też związek otyłości rodziców z otyłością dzieci. Znaczenie mają zarówno predyspozycje biologiczne, jak i wspólne warunki życia. Dlatego warto pokazywać własnym przykładem, że aktywność jest naturalną częścią dnia. Nauczyciele z kolei nie zawsze prowadzą lekcje tak, jak powinni. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie zawsze mają odpowiednią infrastrukturę i wsparcie. Samo wychowanie fizyczne bywa spychane na margines, traktowane jak niechciany dodatek do „ważniejszych” przedmiotów. Tymczasem z rozmów ze szwedzkimi nauczycielami zapamiętałem inne podejście: większy szacunek dla ich pracy, dobre wynagrodzenie, ale też wysokie wymagania. U nas również powinniśmy poważnie traktować ten przedmiot, ale i rozliczać jego efekty – tego póki co nie robimy.

Coraz częściej pojawiają się postulaty, by znieść ocenę z wychowania fizycznego.

Najpierw ustalmy, czego WF ma nauczyć: dbania o zdrowie przez całe życie. Podczas spotkań z udziałem przedstawicieli środowiska lekarskiego często podkreślam, że aktywność fizyczna powinna mieć mocniejsze miejsce w profilaktyce i leczeniu. Jest inaczej. W jednym z ostatnio prowadzonych badań, ponad 70 procent pacjentów zadeklarowało, że lekarz nigdy nie zapytał o ich aktywność fizyczną. Potrzebujemy konkretnych wskazówek i wsparcia, wykraczających poza ogólne „proszę się ruszać”. Widać też problem finansowania: według „Health at a Glance 2025” profilaktyka stanowiła w Polsce 1,7 procent bieżących wydatków zdrowotnych, wobec średnio 3,4 procent w OECD. Tymczasem odpowiednio dobrany ruch pomaga również w leczeniu nadciśnienia, cukrzycy typu 2, depresji czy choroby zwyrodnieniowej stawów. Umiejętność korzystania z niego jest potrzebna także w chorobie.

A co z oceną z wychowania fizycznego ? Należy nagradzać za wysiłek?

Wysiłek trzeba doceniać, ale sprowadzenie oceny wyłącznie do niego umniejsza edukacyjne znaczenie wychowania fizycznego. Ten przedmiot ma przecież czegoś nauczyć. Za oceną niedostateczną i każdą inną powinna stać konkretna informacja: co dziecko już potrafi, co wymaga poprawy i jak nad tym pracować. Z tej informacji powinni korzystać uczeń, nauczyciel i rodzic. Jedno dziecko jest szybsze, inne silniejsze – różnimy się predyspozycjami. Możemy jednak uczyć kozłowania, rzutu czy poprawnej techniki biegu, a następnie oceniać opanowanie tych umiejętności i postęp, uwzględniając możliwości dziecka. Ocena ma sens wtedy, gdy uczeń wie dzięki niej, jaki zrobić następny krok.

Ale co z tym wszystkim mogą zrobić trenerzy?

Bardzo dużo, bo trener często jest dla dziecka ważnym dorosłym. Może rozmawiać o śnie, regeneracji, żywieniu i korzystaniu z urządzeń elektronicznych. Przede wszystkim powinien jednak tak prowadzić zajęcia, żeby dziecko rozwijało umiejętności i chciało wracać na trening. Ponadto powinniśmy pamiętać, że młody piłkarz może, a wręcz powinien uczyć się pływać, wykonywać ćwiczenia gimnastyczne czy mieć opanowane lekkoatletyczne ABC, a przyszły lekkoatleta może doskonalić swoje umiejętności poprzez gry zespołowe czy sporty walki. Takich konfiguracji może być bardzo dużo. I nie chodzi o wypełnienie dziecku całego kalendarza kolejnymi zajęciami, lecz o stworzenie szerokich podstaw. Zanim zaczniemy bardzo wąsko specjalizować młodego zawodnika, zadbajmy o jego wszechstronność.

Co to znaczy?

Metaanaliza obejmująca ponad sześć tysięcy sportowców wykazała, że dorośli zawodnicy światowej klasy mieli przeciętnie więcej doświadczeń w różnych sportach w dzieciństwie i młodości niż zawodnicy poziomu krajowego. Często później rozpoczynali główną dyscyplinę i początkowo rozwijali się w niej wolniej. To ważna wskazówka dla szkolenia: szybki sukces juniora i dojście do mistrzostwa w dorosłym sporcie nie muszą wynikać z takiej samej drogi. Oczywiście różnorodność nie daje gwarancji medalu, a wymagania poszczególnych dyscyplin są odmienne. Nie ma jednak dobrych podstaw, żeby w większości sportów uznawać bardzo wczesną, wyłączną specjalizację za warunek sukcesu.

Dlaczego?

Trener może uzyskać satysfakcjonujący wynik, wykorzystując przewagę fizyczną dziecka albo bardzo wąsko przygotowując je do jednego zadania. Tyle że za kilka lat zmienią się wymagania i rywale. Młody piłkarz nadal będzie potrzebował umiejętności technicznych, ale także koordynacji, siły, szybkości i zdolności uczenia się nowych rozwiązań. Te podstawy warto rozwijać odpowiednio wcześnie. Duże obciążenia w jednym sporcie mogą przynieść szybki postęp, lecz trzeba liczyć się z ryzykiem przeciążeń i utraty motywacji. Około 16. roku życia często zaczyna się ujawniać zmiana dynamiki wyniku sportowego: u jednych zawodników krzywa postępu zaczyna się wypłaszczać, podczas gdy inni, rozwijający się początkowo wolniej, zaczynają ich wyprzedzać. Moment takiego przełomu zależy od dojrzewania, dyscypliny i sposobu treningu. Badania pokazują, że późniejsi zawodnicy klasy światowej często mieli spokojniejszy początek i więcej doświadczeń z różnych dyscyplin niż zawodnicy, którzy osiągnęli poziom krajowy. Dlatego warto budować wszechstronność i stopniowo zwiększać wymagania.

Czy ma to też związek z urazowością?

Tak. Badania wskazują, że wysoki stopień specjalizacji wiąże się z większym ryzykiem urazów przeciążeniowych. W jednym z opracowań było ono około dwukrotnie większe niż u zawodników o niskiej specjalizacji. Znaczenie mają również obciążenia, regeneracja i etap wzrastania. Kolejna sprawa to wypalenie. Piłka nożna potrafi bardzo mocno zaangażować dziecko, ale niepokoi mnie sytuacja, gdy młody zawodnik rozczarowany piłką nie chce już próbować innej dyscypliny i całkowicie odchodzi ze sportu. W mojej ocenie presja wyniku pojawia się w szkoleniu piłkarskim zbyt wcześnie. Sam jestem zwolennikiem rywalizacji, bo wzbogaca sport i uczy radzenia sobie z sukcesem oraz porażką. Trzeba ją jednak wprowadzać stopniowo, odpowiednio do wieku i możliwości dzieci. Przede wszystkim musi to być rywalizacja zawodników, a nie trenerów czy rodziców. Dzieci powinny przeżywać swój mecz, zamiast realizować ambicje dorosłych. W piłce nożnej ta granica bywa niestety przekraczana.

Tu chyba rolę odgrywa już chęć wygrania meczu. Wielokrotnie w piłce czy innych sportach zespołowych widzę, że ta wygrana powoduje, że wystawiamy zawodników większych, wcześnie dojrzewających. Ci późno dojrzewający często są pomijani.

I tu potrzebny jest trener, który rozumie rozwój dziecka i potrafi być cierpliwy. Dwaj rówieśnicy mogą być na bardzo różnych etapach dojrzewania. Większy i silniejszy zawodnik może dziś wygrywać pojedynki, ale to nie rozstrzyga o jego przyszłym potencjale. Trzeba umieć poczekać, a kiedy ktoś zostaje z tyłu – podać mu rękę, zapewnić wartościowe zadania i rzeczywistą możliwość gry. Znamy historie sportowych „brzydkich kaczątek”, czyli późno dojrzewających zawodników, którzy z czasem zostawali mistrzami. Znamy jednak przede wszystkim historie sukcesu. Nie wiemy, ilu innych utalentowanych zawodników straciliśmy, bo zbyt wcześnie uznano, że się nie nadają. To powinno uczyć pokory przy ocenianiu dzieci. Trener musi też umiejętnie prowadzić grupę różnych osobowości. Jedno dziecko potrzebuje zachęty, inne wyraźnych granic. Kiedy lider odsuwa słabszego lub mniej przebojowego kolegę, trzeba stanowczo reagować. Samo zaproszenie dziecka na trening nie wystarczy – trzeba jeszcze zadbać, żeby miało w tej grupie swoje miejsce.

Czyli tzw. kompetencje miękkie…

Dokładnie, choć w pracy z dziećmi są to kompetencje podstawowe. Dobry plan treningowy trzeba połączyć z podejściem pedagogicznym i indywidualnym traktowaniem zawodników. Każde dziecko inaczej odbiera świat: ten sam komunikat jednego zmobilizuje, a drugiego zablokuje. Trener musi umieć dotrzeć do każdego i zadbać, żeby każde dziecko czuło się zauważone i miało w grupie swoje miejsce.

Kolejnym tematem jest dostępność sportu. W Warszawie 300 złotych miesięcznie za sport to jest cena z dolnej półki. Już nawet wspomniana wielokrotnie piłka nożna, kiedyś sport nizin społecznych, stała się sportem klasy średniej. Jeśli ma pan dwójkę dzieci, koszty zaczynają rosnąć. A przecież te 800 plus wszystkiego nie pokryje. W Szwajcarii, Norwegii, Francji to są kwoty symboliczne, każdy może uprawiać sport.

Dostęp do aktywności nie powinien zależeć od zasobności rodziców. Dlatego potrzebujemy dobrej oferty szkolnej i samorządowej, dostępnych obiektów oraz zajęć, w których może uczestniczyć także dziecko bez szczególnych uzdolnień sportowych. Warto wspierać rozwiązania, z których można korzystać blisko domu i bez dużych kosztów. Widzę tu również szerszy wymiar bezpieczeństwa. Sprawność pomaga zachować samodzielność, przemieszczać się w trudnych warunkach czy udzielić komuś pomocy. To element odporności społecznej: zdolności ludzi do radzenia sobie także wtedy, gdy zwykły porządek zostaje zakłócony. Obejmuje sytuacje tak różne jak powódź, ewakuacja czy konflikt zbrojny. Dbanie o sprawność od dzieciństwa służy więc zdrowiu, a w perspektywie dorosłego życia także gotowości do działania w kryzysie.

Jednak obserwując wojnę na Ukrainie, możemy zaryzykować tezę, że wojna przyszłości będzie prowadzona za pomocą dronów.

Rola technologii z pewnością rośnie. Sterowanie dronem również wymaga umiejętności człowieka: sprawnego przetwarzania informacji wzrokowej i chociażby koordynacji wzrokowo-ruchowej, nad którymi możemy pracować na lekcji wychowania fizycznego czy treningu.

Najnowsze w Forum Trenera

Wszystkie artykuły
  1. Nauka i technologia30 października 2026

    Od „czucia mistrza” do systemu. Olimpijska Agenda SI, inwestycje gigantów technologicznych i mapa drogowa dla polskiego sportu

    Mistrza można wychować dzięki wybitnemu trenerowi. Żeby mistrzów było więcej, potrzebny jest system. Sztuczna inteligencja może w tym pomóc, ale tylko wtedy, gdy zbudujemy ją na …

    12 min
  2. Odżywianie i regeneracja30 października 2026

    Co piąty sportowiec toczy walkę, której nie widać

    Żywienie jest jednym z głównych filarów i kluczowym czynnikiem warunkującym maksymalne wykorzystanie zdolności wysiłkowych sportowca. Optymalną dietę zawodnika należy postrzegać …

    18 min
  3. Rozmowy o treningu29 października 2026

    Wojciech Topór: są same plusy powrotu do Polski Stefana Horngachera

    – Każdy z zawodników kadry B może nas zaskoczyć w tym sezonie. I mówię to z pełnym przekonaniem. Wciąż mamy rezerwy i nad tym pracujemy – powiedział Wojciech Topór, trener kadry B …

    12 min
Program
Forum Trenera
Organizator
Instytut Sportu – Państwowy Instytut Badawczy