Jak zaplanować medal? Po sukcesach Marii Okrucińskiej i Jana Jackowiaka
Co zdecydowało o mistrzostwie świata Marii Okrucińskiej w Montrealu? Jaka jest przyszłość największych kolarskich talentów jeżdżących obecnie w młodzieżowych reprezentacjach? Jak wygląda filozofia pracy z najmłodszymi w Akademii Kolarskiej Michała Kwiatkowskiego Copernicus – opowiada Błażej Janiaczyk, trener kadry narodowej juniorów.

Pod koniec września w Montrealu Maria Okrucińska, 18-letnia zawodniczka klubu UKS Copernicus Toruń CCC wywalczyła mistrzostwo świata w jeździe indywidualnej na czas juniorek. To pierwsze w historii polskiego kolarstwa osiągnięcie w tej konkurencji. Dwa tygodnie później w Słowenii Jan Jackowiak od dwóch lat jeżdżący w młodzieżowej grupie Bahrain Victorious, sięgnął po srebrny medal mistrzostw Europy w kategorii do lat 23, w swoim pierwszym roku startów w młodzikach. Oboje zawodnicy pochodzą z Torunia i stawiali pierwsze kroki w Akademii Kolarskiej Michała Kwiatkowskiego Copernicus.
„Forum Trenera”: Na swoim profilu społecznościowym zamieścił pan zdjęcie z założeniami na 2026 rok. Wśród celów były medale Marii Okrucińskiej na mistrzostwach świata bądź Europy. Tak samo było z Jankiem Jackowiakiem w 2025 roku i plan został zrealizowany, w jaki sposób?
Błażej Janiaczyk: Zanim zacząłem sezon 2026, miałem w pamięci ścieżkę szkoleniową z lat 2024-2025 z Jankiem Jackowiakiem. Doświadczenie, które zebrałem z tego okresu, pomogło mi i Marii przetrwać cięższy moment tegorocznego sezonu. Wszystko, co robiliśmy przez ostatnie miesiące z Marią, było przemyślane i podporządkowane tym dwóm imprezom. Rok rozbiliśmy na bloki treningowe i startowe z myślą o mistrzostwach. Od początku ja i team zbudowany wokół Marii wiedzieliśmy, że mamy duży potencjał, aby zdobyć medal mistrzostw świata czy Europy. Nie z każdą kolarką czy kolarzem dałoby się taki plan zrealizować.
Zdjęcie, które pan zamieścił, świadczy o tym, że wierzył pan w medal, ale czy w złoty?
Oczywiście, podobne zdjęcie mam z Jankiem ze stycznia, kiedy omawialiśmy cele na sezon 2025. Minimum to był brąz. Z taką zawodniczką jak Maria trzeba mierzyć wysoko. Wszystko zagrało: zgrupowania hipoksyjne, plan przygotowań, taktyka.
Gdyby pan wyjaśnił, jak wyglądały te elementy waszego planu?
Pierwsze zgrupowanie hipoksyjne odbyliśmy w kwietniu w Andorze. Celem była adaptacja hipoksyjna i dokładna analiza reakcji zawodniczki wraz z wyciągnięciem wniosków. Drugie zgrupowanie przeprowadziliśmy w sierpniu w Livigno i wtedy dokonywaliśmy pomiarów spodziewanych zmiennych fizjologicznych. Na końcowe przygotowania celowo wybraliśmy pięć Kryteriów w Holandii. Uznaliśmy, że start w tych zawodach, krótko przed MŚ pozwoli na utrwalanie techniki, bo wiedzieliśmy, że trasa w Kanadzie będzie szybka, techniczna. Maria ścigała się w Holandii w mieszanym peletonie z mężczyznami, ze starszymi zawodniczkami na różnych prędkościach. W Montrealu okazało się, że to był dobry wybór, na trudnych zakrętach – a tych nie brakowało – jeździła doskonale. Był to kluczowy element jej przygotowań i przepustka do końcowego sukcesu. Tuż po przylocie z Polski do Kanady podczas treningów interwałowych sprawdzaliśmy formę i wyszło na to, że zawodniczka znalazła się w wysokiej dyspozycji. Maria przekazywała nam, że czuje się bardzo dobrze. Uzupełnieniem zgrupowania wysokogórskiego był jeszcze dodatkowy tzw. „heat training”. Wyszło wszystko niemal idealnie. Zmienne fizjologiczne były bardzo dobre, a nie u wszystkich zawodników takie wychodzą. Rzadko się to zdarza, bo nie było żadnej choroby, kontuzji, błędów organizacyjnych. W Rwandzie rok wcześniej mieliśmy różne problemy.

Od jak dawna Maria Okrucińska i Jan Jackowiak wyróżniali się na tyle, aby mógł pan powiedzieć, „że mają potencjał”?
Akademia Kolarska Michała Kwiatkowskiego Copernicus w Toruniu dba o coroczny nabór do szkółek kolarskich. Mamy zbudowanych w pobliżu Torunia 8 szkółek kolarskich. Marię i Janka znam od dziecka, byli moim zawodnikami w najmłodszej kategorii żakini/żak, gdzie przejąłem ich od trenera Andrzeja Kiejnowskiego. Maria wyróżniała się od początku, już w wieku ośmiu lat, Janek zaczął swoją karierę bardziej spokojnie i jest przykładem progresywnego rozwoju. W naszej szkółce dokładnie monitorujemy rozwój dzieci, mamy klubowe konto Training Peaks, gdzie każdy trener może wejść w historie zawodnika, oprócz tego robimy regularnie badania wydolnościowe. Wykonujemy je dla chętnych od 11. roku życia. Dzięki temu trenerzy posiadają informacje na temat historii zawodnika, które pozwalają porównać skalę rozwoju talentu w kolejnych rocznikach. Współpracujemy ściśle z doktorem Piotrem Kosielskim, który w zawodowej grupie Bahrain Victorious prowadzi badania zawodowych kolarzy. Dla nas przynajmniej raz w roku analizuje wyniki dzieci z akademii. Oprócz tego regularnie jeździmy do Instytutu Sportu w Warszawie, gdzie zawodników bada dr Ryszard Zdanowicz. Ale badania same z siebie nie dają wyników. Trzeba jeszcze je zrozumieć i pomóc młodym ludziom. W Copernicusie staramy się to robić.
Jaka jest dziś rola w Copernicusie byłego mistrza świata i wciąż czynnego kolarza Michała Kwiatkowskiego? Po sukcesach w Kanadzie i Słowenii Marii i Janka z dumą opublikował wpis na swoich profilach, umieszczając zdjęcia medalistów z przedszkola, kiedy dopiero zaczynali uprawiać kolarstwo.
Był od samego początku istnienia akademii, pomógł ją stworzyć i rozwinąć. Przekazał własne środki finansowe, żeby np. zakupić samochody niezbędne do realizacji treningów w terenie lub transportu dzieci podczas wyjazdów na wyścigi, zgrupowania. Bez tej pomocy możliwości naszego klubu byłyby ograniczone. Maria i Jan otrzymali od Michała nieocenioną pomoc podczas mistrzostw świata w Kanadzie.
Jak wyglądała ta pomoc?
Spotkaliśmy się wszyscy kilka razy. Michał dzielił się na bieżąco swoimi spostrzeżeniami po przejechaniu trasy. Widać było po zawodnikach, jak go słuchają i że stanowi dla nich wzór do naśladowania. Rozmowy dotyczyły taktyki, przygotowania, techniki jazdy, co szczególnie ważne było przed jazdą indywidualną na czas. Niezwykle ważne były te detale tuż przed startem dotyczące prędkości, ułożenia ciała na rowerze. Ale istotne okazały się również spostrzeżenia na temat rekonesansu. Michał pokazał, że limity naszych zawodników są niewystarczające. Przekonywał nas, że trzeba podnieść poprzeczkę. Mieliśmy dwie godziny wolnej trasy, kiedy organizatorzy zablokowali dla uczestników ulice Montrealu i wtedy staraliśmy się wcielić te rady w życie. Janek czy Patryk Goszczurny przyglądali się, jak Michał pokonuje zakręty i starali się go naśladować, niemal od razu robiąc to dobrze i bezpiecznie, bez ryzyka upadku. Młodzi zawodnicy naszej kadry naprawdę wiele skorzystali z tych rad i przede wszystkim uświadomili sobie, jak dużo jeszcze muszą poprawić w swej technice i podejściu do jazdy. To jest niezwykle ważne dla ich przyszłości. Ale nie tylko Michał pomagał naszym juniorom. Kasia Niewiadoma i inne zawodniczki z kadry z kategorii „elity” podchodziły do młodych i rozmawiały na wszystkie kolarskie tematy. Padło dużo pytań ze strony naszych juniorek i na wszystkie otrzymywały odpowiedzi.
Kolarstwo w Polsce, szczególnie u panów, przeżywa w ostatnich latach kryzys, ale talenty cały czas się rodzą. Wskazują na to wyniki mistrzostw świata i Europy w kategoriach młodzieżowych.
Roczniki nie zawsze są takie same, ale potencjał jest podobny. Wszystko zależy od szkolenia i – moim zdaniem – od możliwości rywalizacji. Jeśli zawodnik ma szansę, podkreślam regularną szansę startowania z najlepszymi, to wtedy się staje lepszy. Najbardziej profesjonalny trening nie zastąpi wyścigu z wymagającym rywalem. Podczas oceny sezonu w Ministerstwie Sportu i Turystyki otrzymałem pytanie, jaką metodę przygotowania zawodników uważam za najbardziej skuteczną. Odpowiedziałem, że właśnie metodę startową. Tak pracuję. Jeżeli nie ma w kalendarzu żadnych wyścigów w Polsce, wtedy organizuję dużo zagranicznych wyjazdów. Janek należy do grupy zagranicznej Bahrain Victorious Development Team i ma takie możliwości, by się ścigać przez cały rok, a nawet jeśli nie miał, bo pojawiła się jakaś luka w kalendarzu, to starałem się mu ją zapełnić. W 2025 roku jego zespół nie otrzymał zaproszenia na Wyścig Pokoju Juniorów, wtedy powołałem go do kadry narodowej i wygrał ten wyścig jako pierwszy Polak po 16 latach. Uważam, że powinna być przy tym zachowana ciągłość startów. To jest bardzo ważne. Mamy oczywiście problem, bo kadra narodowa nie jest w stanie obsłużyć 80 wyścigów zaliczanych do najwyższej rangi UCI, do tego dochodzą rosnące koszty. Dlatego wybieram te wyścigi, które zbliżą mnie do osiągniecia sukcesu w MŚ i ME. A to te imprezy są priorytetowe.

Czego oczekiwać w najbliższym czasie po wybijających się zawodnikach kadry juniorów? Jak nie zmarnować tych talentów?
O Marię i Janka jestem spokojny. Podpisali umowy z solidnymi grupami zapewniającymi ich dalszy rozwój. Lepszej ścieżki kariery nie mogli mieć. Janek spędzi już drugi sezon w Development Team Bahrain, a Maria wkrótce podpisze umowę z zapleczem profesjonalnego zespołu. Janek jest z grudnia, na to trzeba zwracać uwagę, bo grupa wie o tym i daje mu czas na rozwinięcie się. Myślę, że niedługo będziemy mieli pociechę z obojga zawodników i znajdą się w zespołach World Tour. Jest jeszcze medalista Mikołaj Legieć, który drugi raz z rzędu wywalczył medal mistrzostw Europy juniorów w sztafecie, wygrał etap w wyścigu o Puchar Narodów. Jest Maksymilian Matyjasik, który też podpisał kontrakt z młodzieżową częścią grupy zawodowej. Obaj zawodnicy także są dużymi talentami, będą niedługo stanowić fundament kadry narodowej. Kadra męska się odradza. Wkrótce kolejne roczniki dołączą do elity. Musimy tylko poczekać aż nabiorą doświadczenia i sądzę, że na tych lub kolejnych igrzyskach – w Brisbane – będziemy mieli ciekawą reprezentację na szosie. Mówimy na nich „Młode orły”.
Maria Okrucińska i Jan Jackowiak powoli przechodzą do kategorii seniorów. Czy nie widzi pan jednak tutaj zagrożenia? Pojawiają się inne wymagania, etos pracy wygląda zupełnie inaczej, bo trzeba dawać z siebie jeszcze więcej.
W Akademii Copernicus ogromną wagę przykładaliśmy do progresywnego szkolenia. Dlatego mamy trenerów przypisanych do każdej kategorii wiekowej, bo jak szkoleniowiec pracuje z więcej niż dwiema kategoriami, to można wiele przeoczyć, zwłaszcza na początku sportowej drogi. W Toruniu wszystko poukładaliśmy – od żaka do juniora. Każdy trener ma swoją kategorię i zadania. Zostało to ustalone jakiś czas temu w akademii. Żaków uczymy tylko techniki, najwięcej czasu poświęcając na zajęciach na zabawę. Wyniki sportowe mają wtedy znaczenie trzeciorzędne. Później zwracamy uwagę na to, aby zawodników przygotowywać do bardziej wytężonej pracy i dłuższych wyjazdów. Zaczynamy od dwu albo trzydniowych wypadów, potem tygodniowych, aż w końcu kolarki albo kolarze udają się na trzytygodniowy obóz. Wszystko robimy stopniowo, co roku przygotowujemy zawodników do większej objętości treningowej i startowej. To przynosi efekt. W kategoriach juniorskich mamy już świadomego zawodnika, który wie, czego chce od kolarstwa. Nic nie musimy tłumaczyć, bo wszystko zostało wytłumaczone wcześniej. My tylko sugerujemy i pokazujemy drogę. Taki zawodnik jest przygotowany do ciężkiej pracy, bo w kolarstwie nie ma innej możliwości, aby osiągnąć sukces.
W swojej książce „Zawsze z przodu” zwracał na to uwagę Rafał Majka – polskim zawodnikom trudno przebić się w zachodnich grupach zawodowych, nawet tych w kategorii Development. Pan sądzi, że to młode pokolenie poradzi sobie na sportowej emigracji?
Obserwuję tych kolarzy od lat. Zauważyłem, że to młodzież z charakterem, nie dadzą się łatwo zaszufladkować, zdominować. Wiedzą, czego chcą, są otwarci na świat i nowe wyzwania. Oni chcą walczyć o swoje. Jestem przekonany, że większość z nich da sobie radę.
Jakie doświadczenie uważa pan za najbardziej cenne w pana pracy trenerskiej?
Pochodzę z Torunia, wychowałem się w toruńskiej szkole kolarstwa, w której zawsze była ważna dyscyplina treningowa. Potem sporo trenowałem z włoskimi trenerami. Połączyłem tę wiedzę, którą otrzymałem z Polski i Italii. Ostatnie lata zawodowej kariery kolarskiej pozwoliły mi na poznanie metod, które stosuję do dziś. Staram się działać, korzystając przede wszystkim z pomiarów mocy wspartych pomiarami tętna. Na bieżąco oceniam wskaźniki życiowe, pomagając sobie smartwatchami. Lubię tworzyć na podstawie pozyskanych danych wykresy i analizować pracę zawodników. Opieram się również na badaniach naukowych. Trener musi stale iść do przodu, patrzyć na to, co nowego się dzieje. Nie ukrywam jednak, że oprócz doświadczenia zawodniczego niezwykle cenna okazała się praca z dziećmi. Prowadząc zajęcia z ośmiolatkami, dziewięciolatkami nauczyłem się jak z nimi rozmawiać. A takie umiejętności też trzeba nabyć. Później dobre efekty komunikacji z najmłodszymi dostrzegłem w pracy z juniorami. Umiem radzić sobie z młodzieżą.
Przestaje być pan jednak trenerem Marii Okrucińskiej, pewnie odczuwa pan z tego powodu żal?
Taka jest kolej rzeczy. Maria przechodzi do grupy zawodowej. W tych zespołach dyrektorzy sportowi wyznaczają dedykowanych trenerów. Takie zasady od tego sezonu obowiązują Janka w Victoriousie. Ale widać, że takie rozwiązanie przynoszą dobre rezultaty, skoro wywalczył w Słowenii srebrny medal ze startu wspólnego. To ogromny sukces, gdy tego dokonujesz w pierwszym roku kategorii U23. Na brak pracy nie mogę narzekać. Prowadzenie zawodników na poziomie światowym jest dużym wyzwaniem, ale większym wydaje się być poprowadzenie nowego kolarza albo kolarki do takiego poziomu.
Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski



