Portal Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego dla trenerówinsp.pl
Forum Trenera, strona główna

Mariusz Fyrstenberg: Najważniejsza w pracy kapitana jest szczerość

– Gra w reprezentacji Polski to nie obciążenie, tylko szansa, którą trzeba brać, bo taki mecz może dodać skrzydeł – mówi Mariusz Fyrstenberg, były wybitny deblista i kapitan reprezentacji Polski na Puchar Davisa w latach 2020-2026.

9 min czytaniaTekst: Rozmawiał Kamil Kołsut 29 października 2026
Tenisiści reprezentacji Polski stoją na korcie przed publicznością
Mariusz Fyrstenberg podczas meczu reprezentacji Polski w Pucharze Davisa. Fot. Michał Jędrzejewski-PZT

Pod koniec września Mariusz Fyrstenberg zakończył pracę w tenisowej reprezentacji Polski. W chwili objęcia funkcji szkoleniowca kadry narodowy zespół plasował się na 49. pozycji, a obecnie zajmuje 31. miejsce w światowym rankingu. Za jego kadencji Polska trzykrotnie z rzędu – w latach 2024, 2025 i 2026 – wystąpiła w Grupie Światowej I Pucharu Davisa. Fyrstenberg to były znakomity deblista, finalista turnieju US Open (z Marcinem Matkowskim) w 2011 roku, pięciokrotny uczestnik turnieju deblowego Masters, trzykrotny olimpijczyk (Ateny – 2004, Pekin – 2008, Londyn – 2012). Po zakończeniu kariery został trenerem. Prowadził m.in. parę deblową Jan Zieliński i Hugo Nys, Wesleya Koolhofa, Andresa Molteniego i Maximo Gonzaleza.

„Forum Trenera”: Co jest największym wyzwaniem w roli kapitana tenisowej reprezentacji Polski?

Mariusz Fyrstenberg: Jonas Bjoerkman powiedział mi kiedyś, że w innych sportach – zwłaszcza tych zespołowych – to zawodnicy zabiegają o grę w drużynie narodowej, a w tenisie to kapitan musi o to prosić. Nie do końca wiedziałem, co ma na myśli, ale dziś doskonale rozumiem już jego przekaz. Praca w roli kapitana to nie tylko wybór składu, lecz również budowa i utrzymywanie relacji z zawodnikami. Stąpamy po polu minowym, musimy robić dobre kroki. Najważniejsze, aby każdy, kto przyjeżdża na zgrupowanie, czuł się dobrze.

Innym wyzwaniem są mecze. Łukasz Kubot powiedział kiedyś, że Pucharu Davisa to dla niego trzy tygodnie wyjęte z życia. Najpierw są przygotowania, później sam występ, a następnie czas na ochłonięcie, bo człowiek po takim zgrupowaniu jest wycieńczony. Ma rację. Kalendarz jest dziś bardzo intensywny, więc sztab szkoleniowy musi zwrócić szczególną uwagę na odnowę, odpoczynek. Czasami trzeba odpuścić dzień treningowy, aby wycisnąć z zawodnika tyle, ile się da. To olbrzymia praca całego zespołu: trenerów, fizjoterapeutów, masażystów.

Więcej wysiłku wymagają zgrupowania i mecze czy praca dyplomaty między nimi?

Trudno to porównać. Kapitan między zgrupowaniami zajmuje się organizacją i logistyką. Warto być na bieżąco z zawodnikami – wiedzieć, kto gdzie gra, co się z nim dzieje, czy są jakieś problemy albo coś nie boli. Ważne są dobre relacje z ich trenerami oraz szkoleniowcami kadr młodszych roczników, bo oni są na bieżąco z młodzieżowcami.

Zawsze byłem zwolennikiem tego, aby na każde zgrupowania brać jednego młodszego zawodnika. Taki wyjazd, treningi, możliwość przebywania oraz podpatrywania bardziej doświadczonych kolegów mogą dać znacznie więcej niż turniej niższej rangi. Irytowało mnie, gdy niektórzy odmawiali. Rozumiałem, kiedy mamy do czynienia z wysoko notowanym zawodnikiem, który nie chce jechać na zgrupowanie jako trzeci singlista, ale odmowy od kogoś młodszego – już nie. A są też zawodnicy, którzy na wieść o powołaniu rzucają wszystko i często dostosowują swój plan turniejów, zmieniając nawierzchnię.

Zgrupowanie jest już zupełnie innym wyzwaniem. To tydzień, kiedy mało śpisz, stresujesz się i cały czas wszystko analizujesz, ale jednocześnie nie dajesz tego po sobie poznać. Takie sytuacje drenują, wyczerpują psychicznie oraz fizycznie. Rola kapitana jest więc nietypowym i wieloaspektowym wyzwaniem – także dla byłego zawodnika.

Budowanie takiej drużyny to również zarządzanie ego?

Jako zawodnik jesteś jednoosobową firmą zatrudniającą innych. Kiedy zostajesz trenerem,  perspektywa się zmienia. Gdy Andy Murray zaczynał pracę z Novakiem Djokoviciem, zapytałem go, czy zakopał swoje ego pięć metrów pod ziemią. Zapewnił, że to nie będzie problemem. „Ty jesteś skromnym człowiekiem, ale dla wielu trenerów to duże wyzwanie” – odpowiedziałem. Wiedziałem, co mówię, bo i do mnie karma wróciła. Zdarzały mi się w trakcie kariery złe odzywki do trenera. Dziś Janek Zieliński czasami w emocjach robi to samo. Ego trzeba więc schować, ale wiadomo, że w takiej relacji kluczowy pozostaje wzajemny szacunek.

Kluczowa jest szczerość. Tenisiści to inteligentni ludzie. Wielu z nich wcześnie musiało się usamodzielnić, zarządzać swoją karierą.Nie bujają w obłokach. Trzeba być życzliwym i robić to, czego chcą i potrzebują, a oni to docenią. Zawodnikowi warto ufać, bo to on najlepiej zna swój organizm, dysponuje danymi. Kiedy tenisista poczuje, że jesteś dla niego, to się odwdzięczy. Zdarzało się i zdarza, że w innych reprezentacjach ktoś nie chce grać przez trenera. Trzeba umieć wyczuwać sytuacje, bo stres rodzi konflikty.

Czy któryś z kadrowiczów po bliższym poznaniu okazał się innym człowiekiem, niż się pan spodziewał?

Większość zawodników znałem wcześniej, ale zawsze było miłe, gdy dzwoniłem z zaproszeniem na zgrupowanie i słyszałem: „Rzucam wszystko, jadę”. Nie zawsze tego się spodziewałem. Wielu zawodników mogłem poznać lepiej. Okazuje się, że jeden lubi w stresie żartować, a inny robi się nieprzyjemny i to trzeba uszanować. Tenisiści różnie reagują na korcie i poza nim.

Gra dla drużyny to dla rasowych singlistów coś odświeżającego?

Zdecydowanie tak. Kiedy jako zawodnik tydzień po tygodniu jeździsz z turnieju na turniej, przeżywasz dzień świstaka. Widzisz wszędzie te same twarze, co po latach może stać się nużące. Puchar Davisa jest inny, zmienia się dynamika. Wiesz dokładnie, kiedy trenujesz i grasz. Cała grupa ma taki sam plan, więc jest przestrzeń, aby wspólnie wyjść, zjeść kolację. To podczas regularnych turniejów jest niemożliwe. Różne są godziny treningów i meczów, sytuacja potrafi się szybko zmieniać. Na zgrupowaniu funkcjonujesz zaś w grupie kilkunastu osób. Spędzacie razem czas, współdzielicie emocje – podczas meczów i w szatni. Są różne słowa, okrzyki, wsparcia. To wyczerpuje, ale też pomaga. Różnie mówili o Jerzym Janowiczu, ale on zawsze dostosowywał plan pod kalendarz Pucharu Davisa. Doceniał te emocje, przeżycia.

Mężczyzna w stroju reprezentacji Polski podczas meczu tenisowego
Mariusz Fyrstenberg. Fot. Michał Jędrzejewski / PZT

Możliwość występów w reprezentacji to dla zawodników częściej radość i przywilej czy obciążenie i presja?

Odbierają to różnie, ale dla większości te mecze są budujące. Paweł Geldner powiedział kiedyś, że Puchar Davisa tym różni się od innych spotkań, że przy pierwszym występie w reprezentacji na kort wchodzi chłopak, a schodzi z niego mężczyzna. Gra dla drużyny narodowej oznacza wyjątkowy stres – są pełne trybuny, transmisja i niespotykana wcześniej presja, bo walczysz nie tylko dla siebie, ale też dla drużyny. Czasami tenisista może zapaść się pod ziemię, rzadko zdarzają się naprawdę udane debiuty. Kadra też jednak uskrzydla.

Są zawodnicy, którzy w Pucharze Davisa grają na zupełnie innym poziomie, dostają skrzydeł. Taki występ pozwala zrobić w karierze większy krok niż setki treningów. Ważne mecze dla kadry wygrywał Daniel Michalski, a Karol Drzewiecki w Pucharze Davisa potrafił w parze z Jankiem Zielińskim pokonać Brytyjczyków Juliana Casha i Lloyda Glasspoola, czyli jedną z najlepszych par na świecie, ale na poziomie ATP wciąż puka do najlepszej „pięćdziesiątki”. Gra w reprezentacji Polski to nie obciążenie, tylko szansa, którą trzeba brać.

Puchar Davisa cieszy się dziś wśród zawodników większym czy mniejszym prestiżem niż w czasach, kiedy pan był zawodnikiem?

Zawsze będę uważał, że możliwość występów w Pucharze Davisa to wielki prestiż. Najlepsi tenisiści świata grają dla swoich reprezentacji, bo wiedzą, że to rozgrywki, których nie da się skopiować. Australijczycy budują pozycję United Cup, czyli turnieju drużyn mieszanych, ale to wciąż zawody, na które dostaje się zaproszenie. A w Pucharze Davisa rywalizują wszyscy, ponad dwieście krajów. Mówimy o największej imprezie w reprezentacyjnym tenisie. Ona pokazuje siłę tego sportu w danym kraju. Triumf wymaga nie tylko wybitnej pierwszej rakiety, ale również bardzo dobrej „dwójki”, silnego debla. Nieprzypadkowo dziś to Włosi są numerem jeden.

Dlaczego w takim razie zrezygnował pan z funkcji kapitana reprezentacji Polski?

Siedem lat na takim stanowisku to naprawdę długo. Wyjazdy na mecze są rewelacyjnym przeżyciem, zwłaszcza że zbudowaliśmy zespół, w którym panuje świetna atmosfera, ale poprzedzająca zgrupowania logistyka jest trudna i mniej przyjemna. Jestem wdzięczny Polskiemu Związkowi Tenisowemu za zaufanie, a sponsorom oraz LOTTO, czyli Partnerowi Strategicznemu – za wsparcie. Zdecydowało zmęczenie materiału. Na pewno zostanę jednak w tenisie. Mocniej pomogę Jankowi, jeżeli będzie miał ochotę, mogę też dodatkowo wesprzeć innego deblistę. Pozostaję ponadto zaangażowany w program Młode Talenty BNP Paribas. To dla mnie duża radość, że mogę w ten sposób pomagać zawodnikom i ich rodzicom.

Jak bardzo zmienił się tenis od momentu, kiedy sam był pan zawodnikiem?

Wolniejsze są korty i piłki. Wszystko po to, aby akcje trwały dłużej, a mecze były bardziej atrakcyjne dla kibiców. Nawet na Wimbledonie sytuacja się zmieniła, bo choć piłka odbija się nisko, to pozostaje wolna. Więcej sukcesów przynosi granie z końca kortu. Akcje serwis plus wolej nie mają już racji bytu. Tenis się zmienia i jest coraz bardziej kontuzjogenny. Mamy więcej turniejów. Nie pomagają zmiany nawierzchni oraz piłek, choć ten ostatni element ATP stara się ustandaryzować. Mecze stają się też coraz dłuższe, to drenuje. Nie dziwię się, że pod koniec sezonu mamy tyle kontuzji i walkowerów. Wielki tenis to oczywiście wielkie pieniądze. A im więcej meczów w telewizji, tym wyższe wpływy. Taki kalendarz jest też jednak dodatkowym wyzwaniem pod kątem przekonywania zawodników do występów w Pucharze Davisa.

Co pan czuje, obserwując podejście ATP do gry podwójnej?

Jestem wielkim przeciwnikiem planowanych zmian, argumenty federacji do mnie nie trafiają. Zgadzam się, że debel nie jest równie atrakcyjny i nie cieszy się takim zainteresowaniem, jak singiel, ale są kraje oraz turnieje, gdzie takie mecze elektryzują. Kiedy Zieliński i Marc Polmans grali ostatnio w Brukseli z Raphaelem Collignonem i Davidem Goffinem, trybuny na korcie centralnym były pełne. Wiadomo, że grę podwójną trudniej śledzić, bo pary się zmieniają, a same mecze oraz akcje są krótsze, ale nie można jej nie doceniać.

ATP chce skasować ranking deblowy i dopuścić do gry więcej singlistów, ale czy kibic z ulicy zna 40. tenisistę rankingu gry pojedynczej? Oni też nie są powszechnie kojarzeni, a największe gwiazdy i tak nie wystąpią w deblu, jeżeli nie będą chciały. Pamiętajmy, że ATP to skrót od Association of Tennis Professionals i jest stowarzyszeniem założonym przez zawodników, a teraz ktoś chce coś tym zawodnikom odbierać. Mówimy o federacji, która świetnie prosperuje. Kiedy słyszę, że ktoś chce zwiększyć sięgające kilkuset milionów dolarów przychody o 3-4 procent poprzez oszczędzanie na hotelach dla deblistów, to zastanawiam się, jaki to ma sens. A wymazujemy całą dyscyplinę, której przedstawiciele są w swoich krajach znani i szanowani.

Niedawno najlepsi skrzyknęli się i policzyli liczbę postów w mediach społecznościowych dotyczącą gry podwójnej, które publikowały ATP oraz turnieje wielkoszlemowe. Okazywało się, że 1 na 150 dotyczył debla. Skąd ma więc brać się większe zainteresowanie naszą dyscypliną, skoro same federacje nie pomagają? Najpierw spróbujmy zrobić wszystko, co się da, aby odpowiednio zareklamować rywalizację deblową, a później sprawdźmy efekty i przejdźmy do działania.

Trener z rakietą tenisową stoi na korcie
Mariusz Fyrstenberg. Fot. Olga Pietrzak-PZT

Nowa formuła turnieju gry mieszanej podczas US Open to też krok w złym kierunku?

Turniej – jako wydarzenie – był rewelacyjny i cieszył się dużym zainteresowaniem. Mówimy jednak o imprezie towarzyskiej. Nie można przyznawać trofeum wielkoszlemowego za wygranie rywalizacji, do której przystępuje się na zaproszenie. To deprecjonuje inne tytuły.

Jaki jest dziś stan męskiego tenisa w Polsce i w jakiej sytuacji pan go zostawia?

Jako Polacy jesteśmy pracowitym narodem, co przekłada się na sport. Wyniki zawodowców otwierają zaś kolejne ścieżki. Młodzi mają dziś łatwiej niż kiedyś, a idzie kolejne pokolenie i uważam, że za kilka lat może być w naszym tenisie jeszcze ciekawiej. Nie rozumiem tych, którzy narzekają i mówią: „Nie ma następców, coś się kończy”. To nie jest prawda. Tenis wciąż pozostaje sportem pod pewnym względem elitarnym, bo wymaga dużych inwestycji, ale i to się zmienia. Powstają kolejne obiekty, Polski Związek Tenisowy prowadzi akcje popularyzujące i szkoleniowe. Zawodniczki oraz zawodnicy nie mają takich możliwości, jak w krajach organizujących turnieje wielkoszlemowe, bo tamtejsze federacje są dzięki temu naprawdę bogate, ale jest coraz lepiej. Sytuacja polskiego tenisa jest najlepsza w historii. Jeszcze nigdy tak dobrze nie było.

Dyscypliny: Tenis

Najnowsze w Forum Trenera

Wszystkie artykuły
  1. Nauka i technologia30 października 2026

    Od „czucia mistrza” do systemu. Olimpijska Agenda SI, inwestycje gigantów technologicznych i mapa drogowa dla polskiego sportu

    Mistrza można wychować dzięki wybitnemu trenerowi. Żeby mistrzów było więcej, potrzebny jest system. Sztuczna inteligencja może w tym pomóc, ale tylko wtedy, gdy zbudujemy ją na …

    12 min
  2. Odżywianie i regeneracja30 października 2026

    Co piąty sportowiec toczy walkę, której nie widać

    Żywienie jest jednym z głównych filarów i kluczowym czynnikiem warunkującym maksymalne wykorzystanie zdolności wysiłkowych sportowca. Optymalną dietę zawodnika należy postrzegać …

    18 min
  3. Rozmowy o treningu29 października 2026

    Wojciech Topór: są same plusy powrotu do Polski Stefana Horngachera

    – Każdy z zawodników kadry B może nas zaskoczyć w tym sezonie. I mówię to z pełnym przekonaniem. Wciąż mamy rezerwy i nad tym pracujemy – powiedział Wojciech Topór, trener kadry B …

    12 min
Program
Forum Trenera
Organizator
Instytut Sportu – Państwowy Instytut Badawczy