Mateusz Mirosław dla „Forum Trenera”: Najpierw widzieć człowieka, potem sportowca
O tym, czy Aleksandra Mirosław byłaby dobrą trenerką? O ewolucji wspinaczki sportowej na czas. O trenerskiej recepcie na sukces. O pracy z kadrą Hiszpanii. Mateusz Mirosław, trener i mąż złotej medalistki olimpijskiej z Paryża Aleksandry, pisze specjalnie dla „Forum Trenera”.

W ostatni weekend sierpnia 2026 roku Aleksandra Mirosław zakończyła sportową karierę. Trzykrotna mistrzyni świata, dwukrotna mistrzyni Europy, mistrzyni olimpijska z Paryża, była rekordzistka świata zdobyła brązowy medal ME w Laval. To wspaniałe ukoronowanie sportowej drogi 32-letniej zawodniczki, prowadzonej od 2014 roku przez Mateusza Mirosława. Trener i zawodniczka od siedmiu lat pozostają w związku małżeńskim.
Ostatnie treningi przed zakończeniem kariery: „Nie można każdego dnia traktować jako pożegnania”
Zakończenie kariery przez zawodniczkę, którą trenowało się przez 12 lat, jest bardzo trudnym doświadczeniem również dla trenera. Masz świadomość, że treningi, które robicie, są już jednymi z ostatnich, że kolejne zawody też będą ostatnimi. Naturalnie pojawia się więc potrzeba, żeby włożyć w ten czas maksimum zaangażowania i zakończyć wszystko w taki sposób, żeby później niczego nie żałować.
Dla mnie była to zupełnie nowa sytuacja. Nie miałem wcześniej doświadczenia w przygotowywaniu zawodnika do zakończenia kariery. W tym procesie bardzo pomagała nam Daria Abramowicz, która szczególnie w trudniejszych momentach doradzała, jak się w tym wszystkim odnaleźć.
Największym wyzwaniem jest chyba to, że nagle każdy trening zaczyna ważyć trochę więcej, bo wiesz, że czas się kończy. A jednocześnie nadal trzeba trenować normalnie. Nie można każdego dnia traktować jak pożegnania. Trzeba wykonywać swoją pracę, podejmować racjonalne decyzje i przygotowywać się do startów, ale równocześnie pozwolić sobie przeżyć emocje związane z tym, że pewien ogromny rozdział życia dobiega końca.
Jest jednak coś, co bardzo pomaga nam patrzeć na tę sytuację z wdzięcznością: to my kończymy ze sportem, a nie sport kończy z nami.
Kończymy dlatego, że możemy, a nie dlatego, że musimy. Ola może zakończyć karierę zdrowa, wciąż będąc jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, i na własnych zasadach. To jest ogromny przywilej.
Skąd decyzja o zakończeniu kariery?
Nie miały na nią wpływu wyniki. One mówią same za siebie. W Paryżu Ola pobiegła w czasie 6,06 s. Rok później poprawiła rekord świata do 6,03 s, a w tym sezonie uzyskała 6,04 s. Trudno więc mówić o spadku poziomu sportowego.
Wyzwaniem było raczej przedłużenie najwyższej formy wypracowanej w czteroletnim cyklu olimpijskim o kolejne sezony. Po 17 latach treningu nie można już pracować dokładnie tak samo jak pięć czy dziesięć lat wcześniej. Organizm reaguje inaczej, inne są koszty treningu i inaczej trzeba zarządzać obciążeniem.
Na treningach Ola potrafiła biegać szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Zmieniła się natomiast częstotliwość takich dni. Kiedyś zdarzały się pojedyncze słabsze treningi, a bardzo dobre były normą. Pod koniec kariery te absolutnie wybitne jednostki treningowe pojawiały się rzadziej. To wymagało ode mnie innego sposobu prowadzenia procesu.
Przy takim poziomie nie chodziło już zresztą wyłącznie o ciągłe podnoszenie „sufitu”, bo ten znajdował się ekstremalnie wysoko. Od 2021 roku Ola pozostawała najszybszą kobietą na świecie. Coraz większą częścią naszej pracy było więc podnoszenie „podłogi”: poprawianie powtarzalności, odporności, jakości słabszych prób i parametrów, w których nadal widzieliśmy rezerwy.
Decyzja o zakończeniu kariery nie była reakcją na wyniki. Została podjęta znacznie wcześniej. Ten plan dojrzewał w nas od kilku lat. Była to spokojna i przemyślana decyzja. Chcieliśmy skończyć na szczycie.
Co zrobiłbym inaczej jako trener Aleksandry Mirosław? Jakie błędy popełniłem?
To jest jedno z najlepszych pytań, na jakie może odpowiedzieć trener. Mam wręcz wrażenie, że każdy trener powinien zadawać je sobie przynajmniej raz w roku i dzielić się odpowiedzią z innymi. Prawdopodobnie wszyscy nauczylibyśmy się dzięki temu więcej.
Sam regularnie pytam siebie: co mogę zrobić inaczej? Co dzisiaj wiem, czego nie wiedziałem rok temu?
Oczywiście popełniałem błędy. Natomiast jestem dumny z tego, że bardzo rzadko popełniałem ten sam błąd dwa razy. Musiałem uczyć się niezwykle szybko, ponieważ kariera Oli rozwijała się równie szybko. Kolejne rekordy świata, mistrzostwa świata, igrzyska – nie mieliśmy wielu lat na spokojne zdobywanie doświadczenia. Często trzeba było uczyć się już na najwyższym poziomie.
Czy patrząc z dzisiejszą wiedzą, niektóre rzeczy zrobiłbym inaczej? Oczywiście. Ale nie chciałbym oceniać swoich dawnych decyzji wyłącznie przez pryzmat wiedzy, którą posiadam dzisiaj. W tamtym momencie podejmowałem najlepsze decyzje, jakie potrafiłem podjąć na podstawie informacji i doświadczenia, które wtedy miałem.
Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, którą powiedziałbym młodszemu sobie, brzmiałaby ona: martw się trochę mniej i bardziej sobie ufaj.
Trenerzy potrafią analizować plan pięć razy, szukać kolejnych danych, poprawiać szczegóły i próbować stworzyć rozwiązanie idealne. Czasami trzeba mieć wystarczającą wiedzę, żeby przygotować dobry plan, ale też wystarczająco dużo odwagi, żeby mu zaufać.
Najtrudniejsze momenty w karierze Aleksandry Mirosław
Było ich wiele: kontuzja palca na dziewięć miesięcy przed igrzyskami w Tokio, były mistrzostwa świata w Bernie w 2023 roku i brak bezpośredniej kwalifikacji olimpijskiej. Był falstart w Krakowie w 2026 roku. Każda z tych sytuacji była trudna w inny sposób i każda wpływała nie tylko na starty, ale również na późniejszy proces treningowy.
Prawda jest taka, że jeśli przez wiele lat próbujesz pozostawać na szczycie światowego sportu, praktycznie każdy sezon przynosi moment, w którym coś nie idzie zgodnie z planem.
I właśnie wtedy, moim zdaniem, zaczyna się prawdziwy coaching.
Plan treningowy potrafi rozpisać wielu trenerów. Znacznie trudniej jest prowadzić człowieka, kiedy życie daje mu w twarz. Kiedy pojawia się kontuzja, porażka, presja, zwątpienie albo wydarzenie, którego nie było w żadnym planie.
Wtedy trzeba reagować, dobierać odpowiednie narzędzia, czasem zmienić plan, czasem go nie zmieniać, a przede wszystkim pomóc zawodnikowi przejść przez chaos w taki sposób, żeby nadal był zdolny trenować i rywalizować z pełnym zaangażowaniem.
Dla mnie właśnie tam zaczyna się sztuka bycia trenerem.
Jaka jest trenerska recepta na sukces?
Gdybym miał ją maksymalnie uprościć: najpierw widzieć człowieka, dopiero później sportowca.
Im bardziej doświadczony jest zawodnik, tym większy powinien mieć wpływ na własny proces. Trener powinien umieć słuchać zawodników i uczyć się również od nich. Ostatecznie to my pracujemy dla nich, a nie oni dla nas.
Bardzo bliskie jest mi też podejście, żeby określić kilka wartości, które naprawdę definiują sposób, w jaki chcemy pracować, a później każdego dnia próbować według nich funkcjonować. Nie wystarczy zapisać wartości na ścianie. Zawodnik musi je widzieć w zachowaniu trenera podczas treningu, po zwycięstwie i – przede wszystkim – po porażce.
Sam bardzo często zaczynam dzień od prostego pytania: dlaczego tutaj jestem?
Moja odpowiedź coraz rzadziej dotyczy wyników. Chcę zostawiać ludzi w trochę lepszym miejscu, niż ich zastałem. Prowadzić rozmowy, które pomagają, zamiast ranić. Tworzyć poczucie bezpieczeństwa zamiast oceniania. Chcę, żeby człowiek po rozmowie ze mną odchodził silniejszy, a nie zastanawiał się nad własną wartością.
Paradoksalnie, właśnie w takim środowisku można później wymagać od sportowca bardzo dużo.
Przyszłość wspinaczki na czas na świecie i w Polsce?
Na świecie jestem o przyszłość speed climbingu spokojny. To konkurencja bardzo prosta do zrozumienia dla widza: dwóch zawodników, ta sama ściana, wygrywa szybszy. Kilka sekund, bez konieczności znajomości skomplikowanych zasad. To ogromna zaleta, szczególnie w sporcie olimpijskim.
Jednocześnie profesjonalizacja tej konkurencji dopiero się rozpędza. Coraz więcej krajów buduje wyspecjalizowane programy, coraz wcześniej rozpoczyna pracę z młodzieżą i coraz mocniej korzysta z wiedzy z przygotowania motorycznego, biomechaniki, psychologii czy analizy danych. To będzie powodowało dalszy wzrost poziomu i coraz większą liczbę państw zdolnych zdobywać medale.
Polska ma natomiast coś niezwykle cennego – historię i kulturę tej konkurencji. Przez wiele lat byliśmy jednym z najważniejszych krajów speed climbingu na świecie. Mamy wiedzę, doświadczenie i ludzi, którzy rozumieją tę konkurencję.
Ale historia nie daje żadnej gwarancji na przyszłość.
Świat bardzo szybko nadrabia dystans. Jeżeli Polska chce nadal należeć do światowej czołówki, trzeba inwestować nie tylko w pojedyncze talenty, ale przede wszystkim w system: szkolenie młodzieży, trenerów, infrastrukturę, naukę, wymianę wiedzy i długoterminowe prowadzenie zawodników.
Talent może wygrać zawody. System pozwala wygrywać przez kolejne pokolenia.
Jaki rekord świata w konkurencji kobiet na igrzyskach w Los Angeles 2028?
Jeżeli miałbym zaryzykować prognozę, myślę, że u kobiet możemy zbliżyć się do około 5,70 s, a u mężczyzn zejść poniżej 4,50 s.
Jeszcze ciekawsze od samych rekordów będzie jednak dla mnie wyrównanie poziomu całej światowej czołówki. U kobiet nadal widzimy stosunkowo dużą różnicę pomiędzy najlepszą zawodniczką a dalszymi miejscami w finałowej szesnastce. Myślę, że będzie ona systematycznie malała i możemy dojść do sytuacji podobnej do rywalizacji mężczyzn, gdzie różnice są minimalne.
Ogromny potencjał widzę również w czymś, co nazwałbym competition performance – czyli nie tylko w pytaniu, jak przygotować zawodnika fizycznie, żeby był szybszy, ale jak sprawić, żeby potrafił wykorzystać swoje możliwości dokładnie wtedy, kiedy ma jedną próbę na zawodach.
Tutaj moim zdaniem nadal mamy bardzo dużo do odkrycia. Przewagę będą zdobywali ci, którzy pozostaną ciekawi, będą myśleli krytycznie i będą potrafili szybko wyciągać wnioski.
Uważam też, że speed climbing powinien odważniej szukać inspiracji poza samą wspinaczką. Nie zawsze tenis czy sporty zespołowe są najlepszym modelem tylko dlatego, że są bardziej popularne. Pod względem charakterystyki wysiłku czasami więcej możemy nauczyć się od sprintu lekkoatletycznego, biegu przez płotki, sportów eksplozywnych czy dwuboju olimpijskiego.
Speed climbing jest bardzo młodą konkurencją w profesjonalnym wydaniu. Wciąż uczymy się, jak ją trenować.

Ewolucja wspinaczki na czas w ostatnich latach
Największa zmiana w naszej konkurencji to przejście od konkurencji stosunkowo niszowej do pełnoprawnego sportu wysokiego wyczynu.
Kiedy zaczynaliśmy, ogromną przewagę można było jeszcze uzyskać przede wszystkim poprzez doświadczenie na ścianie, technikę i dużą liczbę prób. Dzisiaj to już zdecydowanie za mało.
Speed climbing coraz bardziej przypomina profesjonalny sprint. Analizujemy setne części sekundy, poszczególne ruchy, parametry siłowo-mocowe, start, rytm, strategię próby, regenerację czy przygotowanie psychologiczne. Margines błędu stał się niezwykle mały.
Zmienił się też sam zawodnik. Dzisiejszy speed climber jest znacznie bardziej wyspecjalizowany. Przygotowanie motoryczne nie jest dodatkiem do wspinania, tylko integralną częścią procesu.
Jednocześnie uważam, że przed nami jest kolejny etap ewolucji. Przez ostatnie lata bardzo dużo nauczyliśmy się o tym, jak biegać szybciej. Teraz coraz ważniejsze będzie pytanie: jak sprawić, żeby zawodnik potrafił biegać równie szybko wtedy, kiedy naprawdę ma to znaczenie?
Rekord treningowy niczego nie daje, jeśli nie potrafimy przełożyć możliwości na zawody.
Dlatego przyszłość widzę nie tylko w biomechanice czy przygotowaniu fizycznym, ale w integracji wszystkich elementów: techniki, mocy, percepcji, podejmowania decyzji, psychologii, zarządzania obciążeniem i umiejętności performowania pod presją.
Praca z kadrą Hiszpanii – cele własne, cele, jakie postawiła federacja
Na tym poziomie cele są dość oczywiste. Każdy jedzie na zawody po to, żeby walczyć o najwyższe miejsca. Dla mnie wynik wyznacza jednak przede wszystkim kierunek i poziom ambicji. Na co dzień znacznie bardziej interesują mnie kroki, które mają nas do tego wyniku doprowadzić.
W krótkim czasie zrobiliśmy już duży postęp. Leslie (Adriana Romero Perez) poprawiła wynik z 6,86 do 6,26 s, Carla (Martinez Vidal) zeszła z okolic siedmiu sekund do 6,46 s. To pokazuje, że mamy zawodniczki zdolne rywalizować na bardzo wysokim poziomie.
W perspektywie Los Angeles będziemy walczyć o dwie kwalifikacje olimpijskie. Leslie, która ma już duże doświadczenie międzynarodowe, powinna również walczyć o medale najważniejszych imprez.
Ale nie jestem wielkim fanem ciągłego mówienia o celach. „Chcemy medalu” może powiedzieć praktycznie każdy. Znacznie ciekawsze jest pytanie: co robimy dzisiaj, czego wymaga od nas poziom zawodnika, który ma ten medal zdobyć za dwa lata?
Dlatego skupiam się przede wszystkim na jakości codziennego procesu, budowaniu środowiska i rozwijaniu zawodników.
A jeżeli miałbym cały nasz cel zamknąć w jednym zdaniu: trenujemy po to, żeby zostać najlepszymi na świecie.
Aleksandra Mirosław zostanie trenerką?
Kocham ją i mówię to z pełną miłości powagą: nie. [śmiech]
Ola jest wybitnym sportowcem, świetnym liderem i niezwykle silną osobowością. Ma niesamowity killer mindset, ogromną inteligencję sportową i przez lata zgromadziła wiedzę, której nie da się nauczyć z żadnej książki.
Ale bycie wybitnym zawodnikiem i bycie dobrym trenerem to dwie różne kompetencje.
Nie każdy mistrz musi zostać trenerem. I nie uważam, żeby praca szkoleniowa była rolą, w której Ola najlepiej wykorzystałaby swoje najmocniejsze strony.
Za to jeżeli kiedyś będzie chciała przekazywać swoje doświadczenie sportowcom w innej roli – jako mentor, lider czy osoba pokazująca, jak funkcjonować pod ekstremalną presją – wtedy miałaby naprawdę bardzo dużo do zaoferowania.

/ForumTrenera