Jakub Chojnowski: Moje trenerskie motto brzmi: „Rozwijaj się”
W reprezentacji stworzyliśmy atmosferę współpracy. Można to zauważyć na brzegu podczas wszystkich imprez. Zawodnicy nawzajem się dopingują, czekają na przejazdy kolegów z drużyny. Udało się stworzyć szeroki team, który się mocno wspiera – Jakub Chojnowski, trener kadry narodowej w kajakarskim slalomie, ocenia mistrzostwa świata w Oklahomie i mówi o przygotowaniach do igrzysk olimpijskich w 2028 roku.

„Forum Trenera”: Jak ważne są dla trenera kadry mistrzostwa świata rozgrywane dwa lata przed igrzyskami?
Jakub Chojnowski: Mistrzostwa świata w Oklahomie były dla nas niezwykle istotne z tego powodu, że rozpoczynały kwalifikacje olimpijskie. Ważne było dla nas to, że odbywały się w Oklahomie, a więc w miejscu, gdzie rozegrane zostaną zawody olimpijskie podczas igrzysk w Los Angeles. Areną będzie jednak inny tor kajakowy. Potraktowaliśmy ten wyjazd poważnie, szczególnie biorąc pod uwagę takie aspekty jak logistyka i meteorologia. Podsumowując jednak start, uważam, że możemy być zadowoleni, bo z kolejnej dużej imprezy mistrzowskiej wracamy z medalami. Nasi reprezentanci zdobyli je w konkurencjach olimpijskich, co zawsze jest budujące. Zdaję sobie jednak sprawę, że poprzeczka została zawieszona wysoko i ten wynik jest porównywany z tym sprzed roku. Wtedy w Penrith w Australii Klaudia Zwolińska zdobyła trzy medale. Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że było to osiągnięcie historyczne, trudne do powtórzenia. Najważniejsze, że dobrze zapunktowaliśmy w kwalifikacjach. To jeden z naszych priorytetów – jak najszybciej uzyskać prawo do startu na igrzyskach.
Nie odbiegniemy od kontekstu sukcesów Klaudii Zwolińskiej, z igrzysk w Paryżu, z mistrzostw świata w Penrith przed rokiem. Jakby w tej sytuacji ocenił pan występ tej zawodniczki, która w Oklahomie sięgnęła po brązowy medal w C1.
Klaudia wraca z medalem mistrzostw świata. Plan minimum zrealizowała. Nie można patrzeć cały czas na występ w Penrith w 2025 roku, który był wyjątkowy. Żadna zawodniczka w historii naszego sportu nie zdobyła trzech medali na jednych mistrzostwach świata. Dlatego cieszymy się z tego jednego w Oklahomie. Klaudia potwierdziła, że znajduje się w światowej czołówce. Wynik w C1 to dobry prognostyk na przyszłość, w finale swej koronnej konkurencji K1 Klaudii nie poszło tak, jak chcieliśmy, ale uczymy się na błędach. Znamy wartość tej zawodniczki. Nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
W reprezentacji stworzyliśmy atmosferę współpracy. Można to zauważyć na brzegu podczas wszystkich imprez. Zawodnicy nawzajem się dopingują, czekają na przejazdy kolegów z drużyny. Udało się stworzyć szeroki team, który się mocno wspiera.
Jakie zadania szkoleniowe realizował pan po tym wyjątkowym sukcesie Klaudii Zwolińskiej w ubiegłym roku w Australii. Dużo zmian pan dokonał?
Wprowadziliśmy kilka nowości, o których nie chcę mówić, ale szkielet programu szkoleniowego został podtrzymany. Mając taką zawodniczkę, znając jej ogromne możliwości, staramy się zachować ten poziom, który reprezentuje, choć myślimy, jak go jeszcze podnieść. I nie chodzi nam o to, aby za rok zdobyć trzy medale mistrzostw świata jak w Australii, ale aby za dwa lata najlepszy wynik osiągnąć na igrzyskach olimpijskich. Klaudia ma być w najlepszej dyspozycji w Oklahomie w 2028 roku. Do tego wspólnie dążymy.
Wspólnie, czyli z kim?
Nasz sztab kadry narodowej kobiet i mężczyzn tworzy czterech trenerów – ja jako trener główny, Rafał Polaczyk, Marcin Pochwała i Stanisław Gejdosz. Stanisław dołączył do nas niedawno, jest Słowakiem, jednym z najlepszych fachowców w naszej dyscyplinie. Pracuje z nami dwóch fizjoterapeutów – Julia Dąbrowska i Grzegorz Listkiewicz, psychologowie – Grzegorz Więcław i Łukasz Zubkiewicz. Za przygotowanie motoryczne odpowiada Karol Kruczek, a rolę fizjologa pełni Amit Batra. Dwaj ostatni przedstawiciele sztabu jeżdżą na część zgrupowań, ale na co dzień działamy według ich wskazówek.
Jak istotną rolę odgrywa sprzęt w kajakarskim slalomie?
Zawodnicy sami dbają o sprzęt dostarczany przez różnych producentów. Na świecie działają cztery ważne marki, każdy wybiera sobie kajaki albo kanadyjki dostosowane do własnego stylu pływania. Nie mamy serwismenów jak narciarze, mechaników jak kolarze, bo – szczerze mówiąc – technologia samych kajaków nie jest skomplikowana. Czasami się łamią, ale zawodnicy i trenerzy mają wiedzę, jak potem taki sprzęt naprawić. W sztabie pracuje Rafał Polaczyk, który ze względu na to, że jego tata produkuje łodzie, odziedziczył manualne i techniczne umiejętności. Rafał zawsze każdemu pomoże.
Podczas ostatniego wywiadu dla „Forum Trenera” wspominał pan, że widzi ogromny postęp wśród mężczyzn. Słowa te potwierdza wicemistrzostwo świata zdobyte teraz przez Michała Pasiuta.
Od kilku dobrych lat nasi zawodnicy wzajemnie się napędzają. Rywalizacja krajowa zaczyna mieć przełożenie na rywalizację międzynarodową. Mamy kilku zawodników na wysokim poziomie, nie tylko Michała. Dobre wyniki w zawodach Pucharu Świata uzyskiwali Mateusz Polaczyk, Dariusz Popiela. Niestety, ale błąd sędziowski, zbyt duża ostrożność w podejmowaniu decyzji pozbawiła nas medalu w konkurencji drużynowej K1 mężczyzn. Wszystkie prawa fizyki były za nami. Nasi zawodnicy nie powinni dostać punktów karnych, a możliwe, że bez napomnienia rywalizowaliby o mistrzostwo świata. Zajęli czwarte miejsce, które przyjęliśmy z wielkim rozczarowaniem. Finał K1 Michał przejechał fantastycznie, choć wiedzieliśmy przed mistrzostwami, że jest w wielkiej formie.
Michał Pasiut nie miał łatwej drogi do medalu. Przeżywał trudne momenty, był daleko od reprezentacji.
W poprzednim sezonie nie znalazł miejsca w kadrze narodowej, nie uczestniczył w szkoleniu centralnym. Pływał w konkurencjach crossowych. Te problemy dużo go nauczyły. Dojrzał. Urodziło mu się dziecko, inaczej spojrzał na swoją pracę. Wrócił w znakomitym stylu. Od początku sezonu uzyskiwał budzące nadzieje rezultaty. Wzorowo przepracował trudny dla siebie okres. Nie zapominajmy, że Michał ma solidne podstawy. Przechodził przez wszystkie etapy szkolenia od wieku młodzieżowca po seniora. Pochodzi z Nowego Sącza, gdzie jego trenerem był legendarny Zbigniew Bobrowski, obecnie reprezentuje AKF Kraków. Będziemy się jeszcze cieszyć z jego osiągnięć.
Jaki wpływ na obecne wyniki wszystkich reprezentantów w kajakarskim slalomie mają wcześniejsze sukcesy Klaudii Zwolińskiej i jej medal na igrzyskach olimpijskich w Paryżu?
W reprezentacji stworzyliśmy atmosferę współpracy. Można to zauważyć na brzegu podczas wszystkich imprez. Zawodnicy nawzajem się dopingują, czekają na przejazdy kolegów z drużyny. Udało się stworzyć szeroki team, który się mocno wspiera. Nie ma niesnasek między klubami, wszyscy reprezentują Polskę i chcą zdobywać medale dla siebie, ale i dla kraju. Zespół zawodników i trenerów podąża w jednym kierunku. Klaudia wyzwoliła w tej drużynie moc medalem w Paryżu, ale zintegrowaliśmy się już wcześniej podczas niezwykle udanych mistrzostw świata w Londynie. Co najważniejsze, wszyscy zobaczyli, że ciężko pracując, wylewając pot i łzy na treningach, można odnieść sukces. Klaudia ma inną wielką zaletę. Odnosi nie tylko sukcesy. Jest osobą bardzo otwartą, można z nią porozmawiać na wszystkie tematy i to też pomaga całej reprezentacji. Efekt jest widoczny, bo medale zdobywa już nie tylko ona.

Logistycznie jest już pan przygotowany na igrzyska w Los Angeles, których konkurencje kajakarstwa slalomowego odbędą się w Oklahomie?
Zakończone mistrzostwa świata były z tego powodu niezwykle cenne. W marcu pojechaliśmy tam popływać na torze, żeby przekonać się, jakie panują warunki. Trenowaliśmy pierwszy raz w tym miejscu, a przecież nie będzie to arena igrzysk. Chcieliśmy jednak zrobić wszystko, aby zawodnikom niczego nie brakowało i mogli uzyskiwać jak najlepsze wyniki.
Jakie wnioski wysnuł pan po wizytach w Oklahomie?
Możemy rozmawiać o igrzyskach, ale jeżeli nie mamy wywalczonej kwalifikacji, to zbyt daleka i odważna wizja. Stosujemy metodę małych kroków. Przebrnijmy przez eliminacje, a potem skupimy się na przygotowaniach. Oczywiście, to tylko założenie. Musimy wyprzedzać pewne działania, zakładając szczęśliwy scenariusz. Po tym, co zobaczyłem, z jakimi warunkami będziemy się mierzyć w Stanach Zjednoczonych, mam wiele przemyśleń. Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że będzie bardzo gorąco, trzeba więc przede wszystkim zadbać o wszystkie aspekty związane z nawadnianiem, odpoczynkiem, regeneracją.
Jak wyglądają kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Los Angeles? Na ile miejsc w kajakarskim slalomie może liczyć reprezentacja Polski? Z ilu by się pan cieszył?
Przed nami długa droga. Kwalifikacje właśnie się rozpoczęły. We własnym gronie nazwaliśmy je: „From Oklahoma to Oklahoma”. Pierwszy etap, w tym roku, to dziewięć zawodów, z których pięć jest punktowanych. W tym sezonie brane są pod uwagę jeszcze dwa starty w zawodach Pucharu Świata, w 2027 roku, a to będzie drugi etap, czeka nas sześć startów. W roku olimpijskim będą dodatkowe szanse, czyli mistrzostwa kontynentalne i jeszcze jedna impreza globalna. Dla nas priorytetem jest wywalczenie awansu w pierwszym etapie, w którym kwalifikuje się sześć łodzi w każdej konkurencji kajakowej i jedenaście w kanadyjkowej. Największa możliwa liczba osób, która może zapewnić sobie prawo startu na igrzyskach, to sześć osób. Będzie bardzo ciężko wypełnić taki limit, liczę realnie na cztery kwalifikacje. Jeśli będziemy mieć wszystkie w konkurencjach slalomowych, to wtedy mamy prawo do wystawienia reprezentanta w kayak crossie.
Czy dzięki medalowi olimpijskiemu Klaudii Zwolińskiej i jej zwycięstwie w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”? kajakarstwo slalomowe stało się bardziej popularne w Polsce?
Tytuł sportowca roku zapewnił Klaudii rozpoznawalność. Kibice poznają ją na lotniskach i w innych miejscach. W klubach grupy młodzieżowe przyjmują więcej młodzieży, oddolny rozwój dyscypliny jest zauważalny. Liczymy, że na fali sukcesu i sukcesów, które dopiero przed nami, rozpocznie się budowa nowego toru w Nowym Sączu. To legendarne miasto w kajakarskim slalomie i zdecydowanie zasługuje na taki obiekt. Martwi mnie jednak brak oczywistych zmian na świecie, które pozwoliłyby na szerszy rozwój dyscypliny. Bardzo zawiodłem się decyzją w sprawie naszej drużyny na mistrzostwach świata. Brak klarowności w przepisach. Nie może dochodzić do takich sytuacji, w których na podstawie zapisu sędzia nie jest w stanie określić, czy są punkty karne, czy ich nie ma. To bije w nasz sport. ICF (International Canoe Federation) powinno bardziej przyłożyć się do jasności przepisów i odczytu wideo.
Przygląda się pan, co się dzieje w kadrach młodzieżowych, jak pracują kluby, czy jest ich więcej?
Nie płynie za nami wielka fala młodych zdolnych zawodników, ale są powody do optymizmu. Dopływ świeżej krwi jest widoczny. Mamy potrójnego medalistę mistrzostw świata Marka Kulczyckiego. Sam sport cały czas działa lokalnie. Trudno go uprawiać nad morzem, na Podlasiu czy w Łodzi, choć koło Łodzi jest jeden zapomniany tor. Kajakarstwo slalomowe opiera się na dobrze już znanych klubach: Starcie Nowy Sącz, Krakowskim Klubie Kajakowym, LKK Drzewica, AZS-AKF Kraków.
Jak panu, trenerowi głównemu kadry narodowej, współpracuje się z trenerami klubowymi?
Nie jest to czasami łatwe, bo niektórych rozpiera góralski temperament. Ale ja nie jestem osobą zamkniętą, stawiającą twardo na swoim. Słucham wszystkich, staram się być otwarty. Trenerami są przeważnie byli zawodnicy, bądź zawodnicy w jakiś sposób związani z tym sportem, ze względu na jego specyfikę. Ja bardzo cieszę się, że w strukturach reprezentacji mamy zespół, który został stworzony przez wiceprezesa Polskiego Związku Kajakowego Bogusława Popielę. Bardzo dobrze się komunikujemy, najważniejsze decyzje podejmujemy wspólnie. Po konsultacjach postanowiliśmy zabrać do Oklahomy Marka Kulczyckiego. Myślimy o jego przyszłości, o przyszłości polskich kajaków, chcemy, aby ten młody zawodnik nabrał doświadczenia seniorskiego. Na swoje możliwości zaprezentował się bardzo dobrze.
Czy zmienił pan coś w swoim warsztacie po igrzyskach olimpijskich w Paryżu?
Moje trenerskie motto brzmi: „Rozwijaj się”. Jestem jak sportowiec – muszę trenować, aby być lepszym. Szczególnie zwracam uwagę na to, w jaki sposób wspierać zawodników już na samych zawodach. Wydaje mi się, że wtedy jestem dla nich bardzo ważny. Chcę, żeby nieustannie mieli pewność, że cały plan, który przygotowałem – szkoleniowy i logistyczny, nie zawodzi w żadnym elemencie. Czerpię wiedzę z różnych źródeł. Dużo czytam, rozmawiam, dyskutuję. Nie stoję w miejscu, bo w sporcie każdy sezon jest inny.
Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

/ForumTrenera