Nikola Grbić: Wobec nas zawsze będą wysokie oczekiwania

Autor: Rozmawiał Łukasz Majchrzyk
Artykuł opublikowany: 24 sierpnia 2026

Po Lidze Narodów mogliśmy powiedzieć:  „jesteśmy najlepsi”, ale trwanie w takim przekonaniu, to byłby bardzo duży błąd. Trzeba się zresetować i przygotować na mistrzostwa Europy, bo to jest pierwsza okazja, żeby się zakwalifikować do Los Angeles i każdy chce ją wykorzystać – mówi Nikola Grbić, trener kadry narodowej mężczyzn w piłce siatkowej.

Nikola Grbić. Fot. Adam Nurkiewicz

„Forum Trenera”: W Polsce kibice oczekują, że siatkarze będą wygrywać zawsze. Tymczasem w tym roku ze składu wypadło wielu doświadczonych siatkarzy, a jeszcze trzeba myśleć o budowaniu drużyny na igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Jak to wszystko pogodzić?

Nikola Grbić, selekcjoner reprezentacji Polski siatkarzy: Naszym głównym celem jest turniej olimpijski w Los Angeles, który czeka nas za dwa lata. Już teraz staram się przygotować najlepszy zespół, bo w siatkówce turniej olimpijski jest najważniejszy. A, żeby tak mogło się stać, potrzebujemy zdrowych zawodników i musimy utrzymać odpowiedni balans między napiętym kalendarzem klubowym i reprezentacyjnym. Nie możemy fizycznie zajechać tych siatkarzy, którzy grają przez cały czas, dlatego potrzebujemy cierpliwości. Nie zawsze będziemy grać pełnym składem i mieć do dyspozycji wszystkich liderów. Czasami wypadną nam ze składu z powodu jakiejś siły wyższej, czasami to będzie moja decyzja. Zawodnicy w składzie będą się zmieniać, ale jedna rzecz w Polsce pozostanie taka sama: zawsze będą wysokie oczekiwania i w każdym turnieju musimy walczyć o medal.

Przy okazji osiąga pan dwa cele: starsi odpoczywają, młodsi się rozwijają, a reprezentacja w dodatku wygrywa.

To są trzy rzeczy, o których cały czas mówię. Z jednej strony ci najbardziej eksploatowani siatkarze mają czas się zregenerować, z drugiej – w tym samym czasie mogę dać szansę młodym zawodnikom, żeby się rozwijali. Dzięki temu będę wiedział, kto może pomóc, i buduję dla reprezentacji nowych graczy. Kto wie, może któryś z nich będzie z drużyną w Los Angeles? Poza tym jest jeszcze drugi cel. Nie wiem, co będzie po igrzyskach olimpijskich, ale gdy kiedyś skończę pracę w Polsce, to nie chcę zostawić za sobą pustki, ale zawodników gotowych do gry na najwyższym poziomie. Tak się może stać tylko wtedy, gdy będą dostawać swoje szanse, a z drugiej strony, ja będę się mógł im przyglądać i mówić, nad czym muszą pracować. To wszystko nie jest łatwe, żeby pogodzić rozwijanie zawodników, a jednocześnie wygrywanie. Do młodych trzeba mieć cierpliwość i chcieć na nich poczekać. Jest to jednak element mojej pracy.

Reprezentacja gra z nowym rozgrywającym Marcinem Komendą, bo nie ma ani Marcina Janusza, ani Grzegorza Łomacza.

Każdy rozgrywający, który jest z nami, gra swoją najlepszą siatkówkę i stara się być w reprezentacji jak najlepszą wersją siebie. Marcin Komenda jest doświadczonym rozgrywającym, to nie jest 20-latek, który dopiero wchodzi do poważnego grania. Nie jest tak, że muszę mu poświęcać szczególnie dużo czasu. Jak pracujemy? Oglądamy wideo, staramy się zobaczyć, jaką ma charakterystykę. Grał w Lidze Narodów świetnie, ale nie zapominajmy też o Janku Firleju. Nie mam wpływu na to, czy ktoś wypadnie z powodów zdrowotnych, dlatego musimy się nauczyć wygrywać, mając do dyspozycji tych, a nie innych siatkarzy. Koniec końców to ja muszę dostrzec, co może nam dać. konkretny zawodnik i jak użyć jego mocnych stron dla dobra drużyny.

Członkowie sztabu obserwują 1. Ligę, a sam jestem w kontakcie z trenerami juniorskich reprezentacji. Oni dają mi informacje, że jest u nich jakiś młody siatkarz, którego może warto sprawdzić, zobaczyć. Co roku jeżdżę też na turnieje o mistrzostwo Polski do lat 19, oglądam mecze i notuję nazwiska.

Dużo musieliście zmienić w porównaniu do stylu gry prezentowanego przez Marcina Janusza?

Oczywiście, Janusz i Komenda nie mają tej samej charakterystyki, ale też nie ma między nimi dużej różnicy. Można nawet powiedzieć, że są do siebie podobni. Nie musieliśmy dużo zmieniać w naszym systemie gry, bo nie jest tak, że jeden z nich gra dużo ze środkowymi, a drugi tego unika. Staram się eksponować zalety każdego rozgrywającego z korzyścią dla drużyny.

Do szerokiej kadry powołał pan też kilku młodych rozgrywających: Marcela Bakaja i Błażeja Bienia z 1. Ligi, a nawet nastolatka Jakuba Przybyłkowicza. Czemu takich zawodników nie ma w PlusLidze?

Rozgrywający ma najtrudniejszą rolę na boisku. Częściej się zdarza spotkać bardzo młodego przyjmującego, atakującego, albo libero. Jest jednak bardzo mało przykładów pokazujących, że bardzo młody rozgrywający prowadzi drużynę na wysokim poziomie. Ktoś taki jak Simone Gianelli, który zdobył Superpuchar Włoch, mając 19 lat. Rozgrywający potrzebuje gry, zdobywania doświadczenia. Musi spróbować taktyki, różnych rodzajów wystaw. Musi się przekonać, jak określone zagrania funkcjonują w różnych sytuacjach podczas meczu. Chciałem zobaczyć Przybyłkowicza, bo jest bardzo wysoki i ma dobrą technikę, może stać się dobrym rozgrywającym i może nam pomóc w przyszłości. Nie powiem, że będzie gotów na igrzyska w Los Angeles, ale jest jednym z tych, którzy mogą pomóc reprezentacji Polski w następnych latach.

Jak wyszukujecie takich młodych zawodników w 1. Lidze?

Członkowie sztabu obserwują 1. Ligę, a sam jestem w kontakcie z trenerami juniorskich reprezentacji. Oni dają mi informacje, że jest u nich jakiś młody siatkarz, którego może warto sprawdzić, zobaczyć. Co roku jeżdżę też na turnieje o mistrzostwo Polski do lat 19, oglądam mecze i notuję nazwiska. Potem tacy młodzi zawodnicy mogą trafić do nas, jak to było w przypadku takich graczy jak Bartosz Zych, Przybyłkowicz, Bakaj, Michał Grabek. Dla nich udział w takim zgrupowaniu stanowi szansę, a ja mogę ich zobaczyć na żywo. Ważne, żebym na własne oczy przekonał się o tym, co potrafi dany siatkarz. Tego, co ja widzę, może nie dostrzegać inny trener, bo każdy może mieć swoje spojrzenie. Tylko na żywo, podczas treningów i na zgrupowaniu mogę zobaczyć, kiedy dany zawodnik się buntuje, jak się zachowuje, gdy ma jakiś problem, czy w takiej sytuacji potrafi dać z siebie wszystko na treningu. To jest ważniejsze niż technika i poprawne wykonywanie ćwiczeń. Bardzo lubię pracować z młodymi, bo na końcu mam dużo zwrotnych informacji. 

Teraz wprowadzał pan do kadry także 30-letniego Bartłomieja Lemańskiego. Jak się z nim pracowało?

Ci, którzy go znali wcześniej, mówią, że jest teraz zupełnie innym człowiekiem. Czasami w dojrzewaniu pomaga małżeństwo, innym razem ktoś się zmienia po tym, jak urodzi mu się dziecko. Bartłomiej jest rewelacyjny – i to zarówno na boisku, jak i poza nim, bardzo nam pomógł tego lata. Przeciwnicy zmieniają kierunki ataków i wystaw, bo Lemański jest na bloku. To naprawdę jest bardzo ważne dla nas. Dzięki takim historiom każdy polski siatkarz dostaje przesłanie, że może stać się lepszy i trafić do kadry, jeśli rozegra świetny sezon. Bartłomiej Bołądź zaczął grać w reprezentacji w wieku 26 lat. Jestem otwarty nie tylko na młodych. Oni mają dużo czasu, mają przed sobą przyszłość, ale jest też wielu takich, którzy prezentują dobry poziom i nagle zaczynają grać lepiej z każdym sezonem.

Pomówmy chwilę o funkcji kapitana, bo ten temat jest w Polsce bardzo ważny. Nie było Bartosza Kurka i został nim Aleksander Śliwka.

Nie rozumiem, czemu w Polsce się tak dużo mówi o funkcji kapitana. W reprezentacji mamy wielu zawodników, którzy mają do tego odpowiedni charakter, a poza tym wyznaczanie kapitana jest nie tylko sprawą trenera, ale też zespołu. Najważniejsze jest to, jak się zachowujesz i jak inni ciebie słuchają. To są fundamenty bycia kapitanem. Olek ma charakter, wszyscy go szanują i kiedy on mówi, wtedy wszyscy uważnie słuchają. Kiedy nie gra Śliwka, to jego funkcję na boisku przejmuje Komenda. Kapitan nie zawsze musi najlepiej wypadać w meczowych statystykach, ma robić rzeczy, których tam nie widać. Kochanowski był świetnym kapitanem w zeszłym roku podczas turnieju w Ningbo. Mamy kilku zawodników, którzy mogą to robić.

Powrót części drużyny po Lidze Narodów opóźnił się, a przez to dzień później rozpoczęliście zgrupowanie. To duży problem przed mistrzostwami Europy?

Kilku siatkarzy przez opóźnienie lotu dopiero w środę wieczorem przyjechało do domu. Musiałem dać im dzień wolnego więcej. Nie chcę mówić, czyja to była wina, że „odlecieliśmy z poślizgiem”. Pogoda w Chinach opóźniła nasz start. Potem nie było łatwo znaleźć przesiadkę dla tak dużej grupy. Dobrze się wszystko skończyło. Jeden dzień nie zmieni wiele w przygotowaniach, ale koniec końców musimy zaplanowaną pracę wykonać. Nie ma teraz czasu na treningi siłowe, trudne przygotowania. Nie jest to łatwe, ale mamy doświadczenie, staramy się przygotować zespół najlepiej, jak można, i myślę, że będziemy gotowi na mistrzostwa Europy. Jednak nie mam pojęcia, co się potem wydarzy na boisku.

Długi sezon jest męczący nie tylko dla siatkarzy, ale też dla trenerów. Jak pan to znosi?

To jest praca, nie mam wpływu na taki kalendarz. Musimy się skupić, zapomnieć, co się stało, bez względu na to, jakie wspomnienia ze sobą przywieźliśmy. Łatwiej zapomnieć, kiedy przegrywasz i musisz szukać motywacji, bo ego sportowca nie przyjmuje do wiadomości porażek. Kiedy przegrałeś w ćwierćfinale Ligi Narodów 0:3, albo nie wystąpiłeś w turnieju finałowym, to na ME chcesz się odegrać. Musimy być gotowi, że każda z silnych, europejskich reprezentacji: Włochy, Słowenia, Francja, Ukraina, Niemcy, będzie zmobilizowana i żądna zwycięstw. Po Lidze Narodów mogliśmy powiedzieć:  „jesteśmy najlepsi”, ale trwanie w takim przekonaniu, to byłby bardzo duży błąd. Trzeba się zresetować i przygotować na ME, bo to jest pierwsza okazja, żeby się zakwalifikować do Los Angeles i każdy chce ją wykorzystać. To będzie trudniejszy turniej niż Liga Narodów.

Nie rozumiem, czemu w Polsce się tak dużo mówi o funkcji kapitana. W reprezentacji mamy wielu zawodników, którzy mają do tego odpowiedni charakter, a poza tym wyznaczanie kapitana jest nie tylko sprawą trenera, ale też zespołu. Najważniejsze jest to, jak się zachowujesz i jak inni ciebie słuchają. To są fundamenty bycia kapitanem.

Pojawiają się pomysły, żeby przenieść rozgrywanie mistrzostw świata i Europy na zimę. Co pan o tym sądzi?

Rozumiem, skąd się wziął ten pomysł, bo FIVB widzi kontuzje i chce coś zmienić, ale nie wiem, czy to najlepszy sposób. Kluby nie będą szczęśliwe, bo jeśli zaczynasz sezon, a potem jest przerwa, to nie będzie to korzystne dla nich. Prezesi i sponsorzy będą musieli się w tej sprawie dogadać. Druga rzecz to przygotowanie zespołu w trakcie sezonu. Kiedy się przygotujesz na ligę, którą grasz przez siedem, osiem miesięcy, to robisz to inaczej niż wtedy, gdy masz przed sobą turniej i w cztery dni masz zaplanowane trzy mecze. Jak mam przygotować drużynę? Czy trener przygotowania fizycznego wyśle plany do wykonania siłowni, kiedy reprezentant gra w tym czasie w klubie? Jest dużo znaków zapytania. Jestem za tym, żeby zmienić kalendarz, dać odpoczynek zawodnikom, ale potrzebne jest rozwiązanie, w którym kluby i federacje są zadowolone. Sam nie mam pomysłu, jak to zrobić. 

Podczas Ligi Narodów testowane były różne zmiany regulaminowe. Któraś się panu spodobała?

Jestem w komisji trenerów i wiele z tych pomysłów przedyskutowaliśmy. Wiem, które rzeczy były do zmiany, a które nie. Co ważne, jesteśmy sportem, który zmienił przepisy gry najwięcej razy w historii i w pewnym momencie byłoby najlepiej skończyć z tym i powiedzieć: przez najbliższe dwa sezony, albo przez cały okres olimpijski nie zmieniamy nic, a nie co sezon szukać nowych rozwiązań. W przeciwnym razie za pięć lat to nie będzie ten sam sport, który znamy. Więcej: jak w tej sytuacji mamy szkolić zawodników, czego mamy ich uczyć, jeśli np. teraz nie możemy przyjmować piłki palcami, a za trzy lata będziemy mogli to robić. To są rzeczy, które trzeba jasno określić.  

Nikola Grbić podczas konferencji dla trenerów siatkówki. Fot. PZPS