Dura lex, sed lex. Czego nauczyła nas Marketa Vondrousova?
Marketa Vondrousova została zawieszona na cztery lata za odmowę udziału w kontroli antydopingowej. To twarde prawo, ale prawo, i ważna lekcja dla polskich sportowców.

Niezależny trybunał zawiesił Czeszkę 22 czerwca. Mistrzyni Wimbledonu z 2023 roku nie będzie mogła przez cztery lata grać, pełnić funkcji trenerskich ani brać udziału w żadnych imprezach organizowanych bądź sankcjonowanych przez World Tennis, WTA, ATP, władze jednego z turniejów wielkoszlemowych lub którąś spośród narodowych federacji. Kariery w kobiecym tenisie są coraz dłuższe, a Belgijka Kim Clijsters czy Amerykanki Serena oraz Venus Williams wracały do grania po wieloletnich pauzach, ale tak długie zawieszenie może dla 27-letniej oznaczać również koniec przygody z zawodowym sportem.
Vondrousova zapewne czuje się skrzywdzona. Czeszka tłumaczyła podczas przesłuchania, że kontroler nie dopełnił obowiązków, a silny stres oraz strach zaburzyły jej proces decyzyjny i dlatego 3 grudnia ubiegłego roku odmówiła kontroli antydopingowej. Są mocne poszlaki, że mówi prawdę. 27-latka prawdopodobnie nigdy nie przyjęła żadnych zakazanych środków i nie miała niczego do ukrycia, a kilka dni po niedoszłej kontroli przeszła kolejne badania z wynikiem negatywnym. A jednak dura lex, sed lex. Bezwzględność przepisów antydopingowych to przecież jeden z fundamentów systemu.
Kontrola poza oknem
Doświadczona oficer antydopingowa, która od jedenastu lat nie tylko prowadzi kontrole (nawet 10-15 tygodniowo), ale również zajmuje się szkoleniem, zadzwoniła przez interkom do praskiego apartamentu Vondrousovej ok. 20.05. Zawodniczka odmówiła otwarcia drzwi i oznajmiła, że musi skontaktować się z agentem, bo nigdy wcześniej nie miała kontroli poza godzinnym okienkiem dyspozycyjności wskazanym w systemie ADAMS. Rozmawiała z nim przez cztery minuty. Raczej nie miała wątpliwości, że pod drzwiami stoi oficer, skoro napisała do swojego chłopaka Andrew Paulsona: „Dzwoni tu jakaś c*** z dopingu”.
Dalej wersje stron się rozmijają. Kontrolerka zgodnie z uzasadnieniem decyzji – była uprawniona do przeprowadzenia badania, przedstawiła się zawodniczce, wskazała cel wizyty i jasno poinformowała ją o obowiązku oddania próbek. Powtórzyła to podczas kolejnej rozmowy przez interkom, a następnie rozmawiała z Vondrousovą także twarzą w twarz, gdy tenisistka zeszła z psem. Vondrousova podnosi, że oficer przed pierwszą rozmową dzwoniła przez interkom pięć razy, a po niej – jeszcze kilkunastokrotnie. To miało ją wystraszyć. Kontrolerce powiedziała, że nie wpuści jej do domu. Nigdy wcześniej jej nie widziała i nie czuła się bezpiecznie. Kontrolerka nie pokazała jej też żadnego dowodu tożsamości.
„Codziennie wymaga się od nas, żebyśmy byli w domu o określonej godzinie dostępni do kontroli. Szanuję ten przepis – każdego dnia. Tego wieczora jednakże kontroler przyszedł o 20.15 i powiedział, że zadeklarowana przeze mnie godzina nie ma znaczenia. Kiedy odparłam, że jesteśmy poza oknem testowym i to istotne naruszenie prywatności usłyszałam, że takie jest życie profesjonalnego sportowca. Tu nie chodzi o unikanie testów – chodzi o szacunek. Szacunek dla zasad, których przestrzegamy oraz prywatnego życia, do którego mamy prawo po długim dniu treningu i zawodów” – relacjonowała Vondrousova tego samego dnia w mediach społecznościowych. Nie miała racji.
Zgodnie z przepisami Tennis Anti-Doping Programme (TADP) prowadzonego przez ITIA w imieniu World Tennis to sam sportowiec jest odpowiedzialny za znajomość przepisów, postępowanie zgodnie z regułami oraz bycie dostępnym do kontroli w każdym momencie na żądanie, a za „doping” uznaje się również uchylanie się od pobrania próbki oraz odmowę lub niepoddanie się jej pobraniu bez przekonującego uzasadnienia. I faktem jest, że Vondrousova kontroli odmówiła. Kilka dni później, 7 grudnia, dotarł do niej inny oficer i wówczas Czeszka oddała próbki moczu oraz krwi. Wynik kontroli był negatywny, ale dla istoty rozstrzygnięcia nie miało to znaczenia.
Mogą być testowani w każdym momencie
Zgodnie z uzasadnieniem decyzji oficer antydopingowy był uprawniony do przeprowadzenia testu, prawidłowo się przedstawił – co próbowała podważyć Vondrousova – i w sposób klarowny zobowiązał zawodniczkę do oddania próbek. Sama Vondrousova to zaś doświadczona zawodniczka należąca od 2018 roku do International Registered Testing Pool (IRTP). Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) przy okazji decyzji w sprawach etiopskiej biegaczki Diribe Welteji Kejelchy oraz chińskiego pływaka Suna Yanga potwierdzał, że w przypadku profesjonalnych sportowców istnieje domniemanie zarówno znajomości przez nich przepisów antydopingowych, jak i konsekwencji odmowy dostarczenia próbki do testów.
Sama możliwość prowadzenia niezapowiedzianych kontroli – także poza oknem wskazanym przez zawodników w systemie ADAMS – jest fundamentem systemu. Vondrousova nie została ukarana za przyjęcie niedozwolonych środków, tylko za złamanie przepisów. – Niezapowiedziane testy są niezbędne do ochrony czystego sportu i to zasada, którą potwierdza niezależny trybunał. Sprawa Vondrousovej to zaś ważne przypomnienie, że zawodnicy mogą być testowani w każdym momencie i każdym miejscu, a odmowa wiąże się z istotnym ryzykiem – nie kryje Karen Moorhouse. Zawodnicy z IRTP mogą być kontrolowani poza zawodami każdego dnia, również poza wskazanym godzinnym oknem, zasadniczo między 6.00 a 23.00.
Vondrousova nie przekonała panelu, że jej zachowanie nie było świadomą odmową, lecz nieumyślnym niepoddaniem się pobraniu próbki. Nie udało jej się również dowieść, że – nawet łamiąc przepisy – nie ponosiła winy ani nie dopuściła się zaniedbania, ponieważ jej zachowanie było „bezpośrednią manifestacją klinicznej patologii, a nie świadomą decyzją o obejściu reguł”.
– Wiemy, że cały proces jest niekomfortowy i stanowi dodatkowy ciężar dla zawodników. Bezpieczeństwo i dobrostan sportowców oraz samych kontrolerów są dla nas niezwykle istotne. Nasi oficerowie są doskonale wytrenowanymi profesjonalistami, a płeć osoby nadzorującej pobranie próbki zawsze odpowiada płci zawodnika. Każdy z nich ma ponadto przez cały czas dowód tożsamości. Zawodnicy mogą także weryfikować tożsamość oficerów w inny sposób, jeżeli nie mają pewności – dodaje Moorhouse. ITIA, dbając o transparentność swoich działań oraz edukując sportowców, przygotowała specjalny materiał wideo wyjaśniający precyzyjnie sprawę Vondrousovej. Nagranie w ciągu dwóch miesięcy miało tylko sześć tysięcy odtworzeń.
Strach to za mało
Panel nałożył na Vondrousovą maksymalną karę czteroletniego zawieszenia, bo uznał, że zawodniczka odmówiła kontroli antydopingowej celowo. „Eksperci potwierdzili, że cierpiałam na Ostrą Reakcję Stresową (F43.0) i Uogólnione Zaburzenie Lękowe (F41.1). Strach mógł zaburzyć mój osąd i nie byłam, w stanie przeprocesować sytuacji racjonalnie” – wyjaśniała Czeszka dodając, że po tym, jak dziesięć lat temu włamywacz dźgnął Petrę Kvitovą „nie traktuje nieznajomych, którzy pukają do drzwi jej domu, lekkomyślnie”. Trybunał nie przesądził jednoznacznie, czy podczas zdarzenia zawodniczka rzeczywiście cierpiała na ostrą reakcję stresową. Uznał jednak, że nawet przy przyjęciu takiej diagnozy wpływ jej stanu psychicznego nie osiągał poziomu wymaganego do wykazania „przekonującego uzasadnienia”.
Takie uzasadnienie musi być oceniane obiektywnie, a nie wyłącznie przez pryzmat percepcji samego zainteresowanego, a także zachodzić w sytuacji wyjątkowej, niezbędnej oraz nieuniknionej. CAS w dotychczasowym orzecznictwie jako hipotetyczne przykłady sytuacji mogących stanowić takie uzasadnienie wskazywał m.in. utratę przytomności na widok igły, atak padaczki, stan całkowitego upojenia albo nagłą konieczność odwiezienia rodzącej żony do szpitala. To sytuacje, gdzie można byłoby teoretycznie uznać, że „sportowiec jest pozbawiony racjonalności i zdolności poznawczych”.
Vondrousova nie przekonała panelu, że jej zachowanie nie było świadomą odmową, lecz nieumyślnym niepoddaniem się pobraniu próbki. Nie udało jej się również dowieść, że – nawet łamiąc przepisy – nie ponosiła winy ani nie dopuściła się zaniedbania, ponieważ jej zachowanie było „bezpośrednią manifestacją klinicznej patologii, a nie świadomą decyzją o obejściu reguł”. Panel nie znalazł też przesłanek, aby stwierdzić – jak stało się to chociażby w przypadku pozytywnego wyniku kontroli antydopingowej u Igi Świątek – że Czeszka „nie ponosi znaczącej winy ani nie dopuściła się znaczącego zaniedbania”. To ostatnie udało się w 2013 roku Viktorowi Troickiemu. CAS uznał wówczas, że zachowanie kontrolerki mogło doprowadzić go do przekonania, iż nieoddanie próbki krwi nie będzie stanowiło naruszenia przepisów.
Wedle Czeszki kontrolerka dzwoniła do jej drzwi w nocy, a godzina była zupełnie inna od wszystkich innych kontroli, jakie przechodziła poza zawodami, bo te niemal zawsze odbywały się rano. Opowiadała o tym, że „spotkanie z nieznajomą w ciemności było przerażające”. Wspominała też o nękaniu i groźbach, jakie otrzymywała w mediach społecznościowych, ataku włamywacza na Kvitovą oraz problemach ze snem spowodowanych przez chroniczny ból ramienia. Niezależny panel rozważył wszystkie te okoliczności i zaakceptował, że Vondrousaova odczuwała wówczas stres oraz lęk. Nie uznał ich jednak za wystarczające, aby prawnie usprawiedliwić odmowę kontroli lub złagodzić karę.
Nie ma miejsca na strefy szarości
„Nigdy nie wzięłam dopingu. Nigdy nie miałam też pozytywnego wyniku testu. Przez całą karierę przeszłam niezliczone kontrole antydopingowe i zawsze wychodziłam na kort z czystym sumieniem. Cztery dni po incydencie, który całkowicie zmienił moje życie, miałam kolejną. Jej wynik był negatywny, podobnie jak wszystkich poprzednich. Siedem ostatnich miesięcy było najtrudniejszym okresem w moim życiu. Siedem miesięcy czekania, niepewności, walki i nadziei, że ostatecznie wszystko się ułoży (…) Współpracowałam. Odpowiedziałam na każde pytanie i dostarczyłam wszystko, o co proszono. Zrobiłam, co mogłam. Dałam z siebie wszystko” – wyjaśnia Vondrousova i wiadomo, że to jeszcze nie koniec, bo Czeszka odwołała się do CAS.
„Nie rozważając kwestii winy czy niewinności czteroletnie zawieszenie dla tenisistki, która nigdy nie miała pozytywnego wyniku kontroli antydopingowej i wyjaśnia, że bała się o swoje bezpieczeństwo, kiedy niezidentyfikowana osoba podeszła nocą pod jej drzwi, każą sportowi wcisnąć pauzę. Bronimy kontroli. Sportowcy zasługują jednak na prawdziwy głos w zakresie zasad, którym muszą się podporządkować” – pisze Professional Tennis Players Association (PTPA) i trudno odmówić mu racji. Vondrousova została ukarana tak, jakby miała pozytywny wynik kontroli. Warto o tym dyskutować. Kodeks Antydopingowy wymaga jednak od zawodowców najwyższej staranności i musi być szczelny oraz surowy, bo każda strefa szarości tworzy pole manewru dla oszustów. A oni zawsze próbują być o krok przed kontrolerami.
RAZEM TWORZYMY MISTRZÓW

/ForumTrenera