Jaroslav Machovsky: Nie każdy jak Maja potrafi wykorzystać takie atuty
Maja wniosła zupełnie nową jakość do kobiecego tenisa. Z tego powodu została tak doceniona nie tylko w Polsce, lecz i na świecie – mówi „Forum Trenera” Jaroslav Machovsky, trener Mai Chwalińskiej.

„Forum Trenera”: Czy kiedy pierwszy raz zobaczył Pan Maję Chwalińską, uwierzyłby Pan, że ta zawodniczka zagra w finale turnieju wielkoszlemowego?
Jaroslav Machovsky: Prowadziłem czeską tenisistkę, a Maja grała wtedy turniej drużynowy w akademii w Prościejowie. Miała 18 lat. Nie zwróciłem na nią uwagi, pamiętam tylko, że przegrała z Lindą Noskovą. Rok później menedżer Piotr Szczypka zadzwonił do mnie z propozycją, czy nie chciałbym poprowadzić uważanej za wielki talent młodej Polki. Pojechałem do Bielska-Białej przyjrzeć się bliżej grze tej zawodniczki. Bardzo spodobał mi się tenis Mai. Przeanalizowałem również jej wyniki. Odniosła dużo sukcesów w kategoriach młodzieżowych, zdobywała medale mistrzostw Europy, z Igą Świątek wygrała mistrzostwa świata, grała w finale debla Australian Open. Znaczące były zwłaszcza jej zwycięstwa z kilkoma dobrymi rywalkami; słyszałem też, że potrafiła wygrać z Igą. Działo się tak mimo, że warunki fizyczne miała dużo słabsze od rówieśniczek. Dało mi to dużo do myślenia. Widziałem jednak, że mamy do wykonania dużo pracy. Starałem się patrzeć nie tylko na braki, ale na silniejsze strony i starać się je wykorzystać w przyszłości. Mam tu na uwadze techniczny i taktyczny aspekt gry. Prawdę mówiąc, nie myślałem o tym, do którego tenisowego szczebla dojdziemy, a tym bardziej o finale Wielkiego Szlema.

Jak to możliwe, że zawodniczka o takich warunkach fizycznych przebiła się do tenisowej czołówki?
Znakomitą pracę wykonał pierwszy trener Mai, Paweł Kałuża. Zrozumiał, co jest potrzebne, aby tenisistka wygrywała, mimo braków fizycznych. Właściwie ukierunkował trening, zbudował podstawy jej gry, opierając ją na technice. Nie zaniedbywał przy tym pracy ogólnorozwojowej.
Na czym polega wyjątkowość tenisa Mai Chwalińskiej?
Posiada znakomite czucie piłki. Oczywiście nie każdy je ma, ale też nie każdy, kto dysponuje takim darem, potrafi wykorzystać ten atut. A Maja potrafi. Poza tym dostrzegana korcie niezwykle wiele; właściwie widzi wszystko i w sposób wręcz nieprawdopodobny przewiduje zagrania przeciwniczki. Dzięki temu potrafi się właściwie ustawić do uderzenia, nie marnując energii, co w jej wypadku ma ogromne znacznie. Ponadto Maja wykazuje niezaprzeczalną inteligencję kortową oraz rzadką umiejętność wykorzystywania siły uderzeń rywalek, co bardzo pomaga jej w rozgrywkach cyklu WTA.. Połączenie tych różnych umiejętności daje nam na końcu finezyjny tenis, pozwalający na wygrywanie meczów przez zawodniczkę o słabszych warunkach fizycznych. U mężczyzn takim zawodnikiem był Argentyńczyk Diego Schwartzmann – również niski tenisista, lecz grający przez całą karierę kombinacyjnie. Przed laty w kobiecym tenisie takim stylem wyróżniała sięMartina Hingis, z tą różnicą, że wtedy tenis nie był tak fizyczny. Dziś WTA jest pozbawione finezyjnych zawodniczek w typie Mai. Gra stała się jednorodna, powiedziałbym, że jest przez to trochę nudna. Maja wniosła zupełnie nową jakość do kobiecego tenisa. Z tego powodu została tak doceniona nie tylko w Polsce, lecz i na świecie.
Rozwój sportowy Mai Chwalińskiej zahamowały kontuzje. Czy można uniknąć w przyszłości przynajmniej takiego natężenia urazów?
Wiele czynników złożyło się na to, że ta tenisistka przeszła tak wiele kontuzji. Nie była przygotowana na taką intensywność gry w WTA. Jednym z powodów było szybkie przejście na zawodowstwo, a później także pandemia COVID-19 i związany z nią brak możliwości prowadzania treningów w odpowiednim wymiarze czasowym. Maja bardzo przeżywała każdą kontuzję, popadła w depresję. Przerwa jeszcze pogłębiła te problemy. Po powrocie okazało się, że wieloletnie przeciążenia przyczyniły się do kontuzji kolan. Maja nie mogła normalnie trenować ani uczestniczyć w turniejach. Potrzebna była operacja, ale jak tu zdecydować się na zabieg, kiedy trzeba zdobywać punkty do rankingu? To specyfika tenisa zawodowego. W końcu Maja przeszła operację. Zmieniła też trenera przygotowania fizycznego. Został nim Mieczysław Bogusławski, z którym współpracowała do tegorocznego Roland Garrosa. To znakomity fachowiec, dzięki którego pracy dziś ze zdrowiem zawodniczki jest dużo lepiej.
Maja wiele rzeczy na korcie wykonuje intuicyjnie, jednak to tylko pozory – te zagrania wciąż trzeba stale doskonalić.
Czy w takiej sytuacji trening ogólnorozwojowy jest dla Mai Chwalińskiej priorytetowy?
Dwie trzecie naszego czasu przeznaczonego na trening poświęcamy na zajęcia tenisowe, a resztę na rozgrzewkę i liczne ćwiczenia prewencyjne. Wiele zależy od momentu w sezonie – to jest właściwie kluczowe.
Tenisowo jest jeszcze co poprawiać?
Cały czas trzeba pracować nad techniką, przede wszystkim nad kontrolą piłki. Maja wiele rzeczy na korcie wykonuje intuicyjnie, jednak to tylko pozory – te zagrania wciąż trzeba stale doskonalić. Wciąż ma rezerwy, na przykład jeśli chodzi o poruszanie się korcie i przyśpieszenie piłki. Nie możemy się zatrzymywać mimo finału w Paryżu.
Jak wygląda praca sztabu szkoleniowego? Ile jest w nim osób, jakie zadania mają do wykonania?
Z Prościejowa wziąłem Petra Hajka. To były zawodnik, w przeszłości grał bardzo dobrze na poziomie turniejów ITF (trzecia kategoria turniejów w męskim tenisie – red.). Potrzebowaliśmy kogoś, kto szybciej gra i pojedzie od czasu do czasu z Mają na turniej. Ja chciałem stałego sparingpartnera, żeby spojrzeć na tenis tej zawodniczki trochę z boku. Wtedy inaczej postrzegam grę i mogę na bieżąco korygować błędy i wprowadzać zmiany. Petr bardzo dobrze rozumie tenis i Maję. Mamy w sztabie od niedawna Maćka Ryszczuka, który od dawna działa w sztabie Igi Świątek i prowadzi wielu polskich lekkoatletów. Maciek był z nami na Roland Garros, teraz komunikuje się z Mają online. Wspomaga Maję od czasu do czasu psycholog Alicja Nowicka.
Jak wielki wpływ na postęp fizyczny Mai wywarł Maciej Ryszczuk? W środowisku tenisowym to trener mający opinię człowieka, który potrafi zmniejszyć jednostki treningowe z korzyścią dla zawodnika, kiedy ten trenuje za dużo.
Maciek ma taki system, że liczy się u niego nie ilość, a jakość. Starannie dobiera ćwiczenia i obciążenia. Korzysta z wielu nowoczesnych urządzeń. Radzi ile grać, kiedy robić przerwy. Myślę, że jego wielką zasługą jest sukces w Paryżu. Maja przebiegła tam prawdziwy maraton, rozgrywając w trzy tygodnie aż 10 meczów, a energii zabrakło jej dopiero w finale. Rok temu w meczu z Marią Sakkari również prowadziła, lecz ostatecznie przegrała w trzech setach. Teraz odwróciła w trzecim secie losy meczu na swoją korzyść. W kwietniu dobrze zaprezentowała się z Eliną Switoliną – obecnie czołową zawodniczką na świecie – w kwietniowym meczu Billie Jean King Cup w Gliwicach. Miała z Ukrainką cztery piłki setowe, zagrała wyrównany mecz. Od tego momentu widać było znaczny progres fizyczny.
Czy wielki wpływ na wyniki w dalszej części sezonu będzie miała gra na twardych nawierzchniach? Teoretycznie nie sprzyjają one Mai Chwalińskiej…
Każda nawierzchnia jest specyficzna, Maja należy jednak do zawodniczek, które szybko się dostosowują do nowych warunków. Pod względem motorycznym zmiana podłożanie stwarza jej problemu. Na szybkich kortach nie jest oczywiście tak skuteczna jak na mączce, ale bywało, że potrafiła z tygodnia na tydzień osiągać dobre rezultaty zarówno na mączce, jak i na hardzie.
Grę Mai Chwalińskiej dobrze się ogląda, a czy dobrze się z taką zawodniczką pracuje trenerowi?
Maja jest wymagająca, co jest w porządku i w pełni zrozumiałe, ale potrafi przede wszystkim słuchać. Dzięki temu możemy realizować własne pomysły, które, jak widać, okazują się skuteczne.
Dobrze jest dać dzieciom szansę. Trzeba zrozumieć, co takiemu dziecku przychodzącemu do klubu może pomóc w treningu, a następnie wypracować dla niego indywidualną drogę do wyniku.
Znany francuski trener Patrick Mouratoglou powiedział po finale Rolanda Garrosa, że Maja Chwalińska jest zawodniczką, której każde uderzenie piłki jest takie, jakie być powinno – przemyślane, w punkt.
To jest ta inteligencja w grze, wynikająca z pewnych braków fizycznych. Maja musi natychmiast i jak najszybciej zagrać właściwie, aby przeciwniczce dać jak najmniej czasu na reakcję. Do tego dochodzi zmiana rytmu – najpierw szybki potem wolny, zmiany rotacji, wysokości, głębokości zagrania. Rywalki nie czytają takiej gry, gubią się i tak naprawdę nienawidzą z Mają grać. Podkreślam jednak, że choć te zagrania wyglądają na proste , są one wynikiem wytężonej pracy zawodniczki z poprzednim trenerem, a teraz z nami.
Co by pan poradził trenerom, do których przychodzi rodzic z dzieckiem o słabych warunkach fizycznych w porównaniu z rówieśnikami, ale z dużym talentem? Jak nie zrezygnować z takiej zawodniczki bądź zawodnika w świecie coraz bardziej fizycznego tenisa i w ogóle sportu?
Każdy trener musi właściwie zrozumieć swój zawód. Trenerzy często narzucają z góry zawodnikowi swoją filozofię sportu, trenowania. Ale najpierw muszą zobaczyć, jaki ten zawodnik jest, dobrze go poznać, wychwycić jego atuty. Może ma takie, które sprawdzą się w innej dyscyplinie? Dobrze jest dać dzieciom szansę. Trzeba zrozumieć, co takiemu dziecku przychodzącemu do klubu może pomóc w treningu, a następnie wypracować dla niego indywidualną drogę do wyniku. Prowadziłem przedtem Terezę Smitkovą, tenisistkę o zupełnie innym profilu niż Maja. Z względu na inne warunki fizyczne trenowała w odmienny sposób, mimo że na początku nie dawano jej wielu szans. Doszła do czwartej rundy Wimbledonu jako 20-latka.
W Polsce wciąż się chwali czeską szkołę tenisa. Co chwila pojawiają się nowi zawodnicy w Wielkim Szlemie z dobrymi wynikami. Niedawno Jakub Mensik dotarł do półfinału Roland Garrosa. Jak działa wasz system?
Infrastruktura jest w Czechach dużo lepsza – w każdym miasteczku, wsi są korty. W Polsce się poprawia, istnieje coraz więcej kortów, powstają hale tenisowe. Rzeczywiście, mamy wspaniałe tradycje i bardzo dobry system szkolenia. Dzieci do 14. roku życia mogą trenować w centrach regionalnych, a potem przenoszą się do ośrodków centralnych w Prościejowie albo w Pradze. Od dawna czescy trenerzy mają dużą renomę. Wynika to z tego, że byli zawodnicy uczą młodych szkoleniowców. Nie tracimy ich, dzięki temu znajdujemy szybko następców. Tenis jest popularnym sportem w Czechach. W turniejach dziecięcych i młodzieżowych uczestniczy dużo więcej zawodników niż w Polsce.
Jaki cel stawia pan Mai Chwalińskiej w dalszej części sezonu?
Mamy cel, aby wygrywać turnieje. Czy się uda? Zobaczymy. To wielkie wyzwanie. Aby Maja utrzymała się na najwyższym poziomie musi nadal regularnie trenować. Aby tak się stało, musi być przede wszystkim zdrowa.

/ForumTrenera