Wspinaczka sportowa. Szukanie idealnej drogi

Autor: Olgierd Kwiatkowski
Artykuł opublikowany: 9 września 2022

Sądzę, że jesteśmy mistrzami efektywności. Ale za tym idzie bardzo ciężka i mądra praca trenerów. Zawodnicy mają komu zaufać – o genezie polskiej myśli szkoleniowej we wspinaczce na czas, ostatnich sukcesach biało-czerwonych, metodyce treningowej w tej konkurencji – mówi w rozmowie z „Forum Trenera”, Tomasz Mazur, trener kadry narodowej.

Aleksandra Mirosław podczas zawodów olimpijskich na igrzyskach w Tokio. Fot. Adam Nurkiewicz

„Forum Trenera”: Czy wynik, jaki osiągnęły reprezentantki Polski na mistrzostwach Europy w Monachium – pięć pierwszych miejsc we wspinaczce na czas – oznacza, że jesteśmy sportową potęgą w tej konkurencji?

– Należy wziąć pod uwagę, że zabrakło – z powodu jak najbardziej słusznego wykluczenia – bardzo dobrej reprezentacji Rosji. Myśląc globalnie, nie rywalizowaliśmy na tej imprezie z równie mocnymi Chinkami czy Indonezyjkami. Analizując jednak sytuację w tej konkurencji w Europie można powiedzieć: „tak – jesteśmy na kontynencie potęgą”. Wynika to z faktu, że po igrzyskach olimpijskich w Tokio doszło z jednej strony do zmiany pokoleniowej, a z drugiej, do rozpoczęcia nowych programów szkolenia w wielu reprezentacjach, szczególnie z krajów zachodnich. W drużynach Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii startują młode 17–18-letnie dziewczyny, które coraz śmielej wdzierają się do czołówki. Ale zwróciłbym uwagę na inny aspekt. Od 2014 roku nasze zawodniczki i zawodnicy z pokolenia urodzonego w latach 90-tych. zawsze dobrze przygotowują się do zawodów mistrzowskich i przywożą z nich medale. Sprawdzamy się w ważnych imprezach.

Walka o dwa miejsca na igrzyskach olimpijskich

Siostry Aleksandra i Natalia Kałuckie

Tego medalu zabrakło na igrzyskach w Tokio, ale w Japonii nie było wspinaczki na czas tylko trójbój. Z polskiej perspektywy to chyba dobrze, że na igrzyskach w Paryżu wspinaczka na czas pojawi się w programie jako osobna konkurencja?

– Kiedy MKOl włączał wspinaczkę do programu igrzysk olimpijskich najpierw jego przedstawiciele odbywali wizytacje i oglądali wszystkie konkurencje wspinaczkowe. Działaczom MKOl wspinaczka na czas podobała się najbardziej, bo jest widowiskowa, ma klarowne zasady, ludzie ją od razu rozumieją. To środowisko wspinaczkowe nie chciało jednak ograniczyć się do jednej konkurencji i stąd pojawił się pomysł trójboju, czyli trzech konkurencji: na czas, prowadzenia i boulderingu. Na szczęście dla nas bardzo mocną drużynę we wspinaczce na czas mają Francuzi i oni zdecydowali w ramach Agendy 2020+5, że pojawi się w Paryżu jako osobna konkurencja. Dla nas to idealna sytuacja, choć pozostaje pewien niedosyt. W igrzyskach azjatyckich są sztafety we wspinaczce na czas. Z naszą mocną drużyną mielibyśmy dodatkową szansę medalową.

Kiedy rozpoczną się kwalifikacje olimpijskie?

– Za rok na mistrzostwach świata. Zakwalifikuje się bezpośrednio dwójka najlepszych zawodników w kategoriach. Jesienią odbędą się kwalifikacje kontynentalne, natomiast od marca do czerwca 2024 roku będzie można wywalczyć kolejne pięć miejsc w multidyscyplinarnych kwalifikacjach, obejmujących tzw. trend-sporty, czyli nowe sporty na igrzyskach olimpijskich: wspinaczka sportowa, surfing, breakdance, jazda na deskorolce. Format tych zawodów nie jest jeszcze znany. Chcielibyśmy zamknąć kwalifikacje właśnie na mistrzostwach świata, by potem w spokoju przygotowywać się do igrzysk. Kwalifikacje są imienne. Niestety, ale obowiązują limity na kraj. W danej kategorii najwyżej dwóch zawodników z jednego państwa może wystartować w zawodach olimpijskich. Dla Polski to duże ograniczenie. Mistrzostwa Europy, zawody Pucharu Świata pokazują, że mamy co najmniej pięć dobrych zawodniczek, ale za nimi też jest jeszcze kilka.

Z czego wynikają te limity?

– Taka jest polityka MKOl. Nie przystaje ona do rzeczywistości. Wspinaczka, choć nie jest już związana z górami i zależy dziś od infrastruktury, to krajami dominującymi są nadal te z tradycjami górskimi. W Europie niemal każdy kraj ma federacje, w krajach Ameryki jest 17 federacji, mocna i liczna kadrowo jest w tym sporcie Azja. Ale na igrzyskach obowiązuje klucz kontynentalny. Mamy więc kuriozalną sytuację, że na igrzyska pojedzie jeden zawodnik z Afryki, a na tym kontynencie liczy się tylko jedna federacja – Republiki Południowej Afryki, a mistrzostwa Afryki rozgrywane są w ramach mistrzostw RPA. Podobnie jest z Australią i Oceanią. Na igrzyskach wystąpi więc zawodnik, który będzie celebrował udział w zawodach olimpijskich, ale bez szans na dobry wynik. To jest trochę nie fair wobec silnych federacji, ale taka jest też specyfika igrzysk.

Każdy chciał być Jurkiem Kukuczką. Geneza polskiej szkoły wspinaczki na czas

Wicemistrz Europy z Monachium, Marcin Dzieński

Z czego wynika specjalizacja w Polsce właśnie we wspinaczce na czas. Mamy w tej konkurencji świetnych zawodników, a w prowadzeniu i w boulderingu już nie.

– Na początku lat 90. rozegrane zostały pierwsze mistrzostwa świata – w prowadzeniu i we wspinaczce na czas. Polacy zaczęli startować i od razu odnosili sukcesy we wspinaczce na czas. Dlaczego? Bo mieliśmy już tradycje w tej konkurencji. Wynika to z naszej historii. W latach 80. żyliśmy w systemie totalitarnym. Sport musiał być w tym systemie klasyfikowany. Nie pasowało to do alpinizmu, który kojarzył się z wolnością, nieskrępowanymi zasadami. Ale kiedy powstał Polski Związek Alpinizmu musiał podporządkować się regułom klasyfikacji, by zawodnicy mogli dostawać stypendia, a federacja dotacje. W raczkujących zawodach krajowych najłatwiej było klasyfikować zawodników za pomocą czasu. W ten sposób wykształciliśmy zawodników, nabyliśmy wiedzy szkoleniowej, mieliśmy zawodników specjalizujących się w tej konkurencji. Przy czym warto pamiętać, że zawodnicy nie docierali do wspinaczki po to, by być sprinterami, nieco przejaskrawiając każdy chciał być Jurkiem Kukuczką. To odnoszone sukcesy naszych alpinistów przyciągały ich do naszego sportu. Tak powstała pewna tradycja, którą udanie kontynuujemy. Wspomnę, że wobec tej konkurencji wewnątrz PZA pojawiają się głosy krytyczne. Alpiniści i wspinacze skalni z lekkim sarkazmem traktują konkurencję „na czas”, mówiąc, że należy do lekkiej atletyki.

 Skąd polscy trenerzy wspinaczki na czas czerpali czerpią wiedzę szkoleniową?

– Na wstępie powiem, że nie ma czegoś takiego jak książka do wspinaczki na czas. Nie ma też takiej możliwości, że trener zajrzy do Internetu i znajdzie magiczne rozwiązania. Specjalistycznych i cennych publikacji jest naprawdę niewiele. My sami musimy wymyślać jak ten sport ugryźć. Popełniamy pewne błędy, bo to jest normalne, ale wszyscy polscy trenerzy to są pasjonaci, którzy postanowili znaleźć własną drogę. Trenerzy naszej konkurencji studiują wiele pozycji, najczęściej starają się wymyśleć coś własnego, głównie przez adaptacje metod treningowych z innych sportów, dostosowując je jednak do specyfiki wspinaczki na czas. Myślę, że to jest nasza wielka przewaga nad szkoleniowcami z innych krajów. Korzystamy też, o czym wspominałem, z ogromnego doświadczenia zawodników i trenerów z poprzednich dekad. To jest to nawiązanie do tradycji. Ale każde pokolenie szkoleniowe dokłada coś swojego, zmienia, ulepsza. Nie mamy może na razie spójnej metodyki, ale indywidualizacja treningu przynosi nadzwyczajne efekty.

Mamy przy tym bardzo wydolny system. Posiadamy zaledwie dwa silne ośrodki – w Tarnowie i Lublinie, a jesteśmy w czołówce. Porównajmy to z Chinami. Tam, gdzie ścianki wspinaczkowe buduje się na zawołanie z prefabrykatów, jeden olimpijczyk wychodzi z 10 tysięcy szkolonych juniorów, a w krajach europejskich – jeden z tysiąca zawodników. W Polsce ten rząd musimy podzielić jeszcze przez 10. Sądzę, że jesteśmy mistrzami efektywności. Ale za tym idzie bardzo ciężka i mądra praca trenerów. Zawodnicy mają komu zaufać.

Wariacje prostowania drogi

Aleksandra Mirosław. Fot Adam Nurkiewicz

Jak wygląda proces treningu we wspinaczce na czas?

– W naszej konkurencji należy jak najszybciej pokonać ścianę wysoką na 15 metrów pochyloną pod kątem pięciu stopni. Istnieją trzy komponenty determinujące wynik sportowy. Pierwszy – opieramy się na zdolnościach motorycznych, liczy się przede wszystkim szybkość, moc i koordynacja. Drugi – tu trzeba uwzględnić system zawodów. Zawodnicy startują w kwalifikacjach, a potem obowiązuje zasada KO, czyli bezpośrednia walka od 1/8 finału, aż do finału. W każdym razie – przegrywający odpada. W tym momencie do tego oprócz zdolności motorycznych, umiejętności technicznych i taktycznych ogromną rolę odgrywa czynnik psychologiczny. Wygrywa ten, kto jest silniejszy mentalnie, posiada większą odporność na stres.

Trzeci komponent, to ograniczenie popełniania błędów. Oglądałem właśnie finał biegu 100 m przez płotki na mistrzostwach Europy, w którym spektakularne zwycięstwo odniosła Pia Skrzyszowska. W tym biegu tylko faworyzowana Cindy Sember popełniła błąd na jednym płotku. Patrząc tylko na ścisłe finały wspinaczki na czas mistrzostw Europy, to po jednym błędzie popełniła zarówno Ola Mirosław, Ola Kałucka jak i Marcin Dzieński. Podsumowując, w finale 100 m przez płotki był jeden błąd na osiem zawodniczek, a we wspinaczce – trzy błędy na czworo zawodników. A nasza konkurencja to taki bieg przez płotki, przy czym każdy płotek jest inaczej ustawiony, na innej wysokości. To taki tor przeszkód. Aby popełniać jak najmniej błędów, należy wprowadzić cały zestaw ćwiczeń koordynacyjnych i to nie tylko tych, które prowadzą do perfekcyjnego wykonania biegu, ale i tych, które pomagają odnaleźć się w przestrzeni po błędzie.

Do tych trzech komponentów dochodzi plan taktyczny pokonywania „toru przeszkód”. Opracowujemy go metodą prób i błędów poprzez podglądanie, szukanie, analizowanie przy uwzględnieniu parametrów idealnych dla zawodnika. Trener musi w tym wypadku dostosować zawodnika do tego „toru przeszkód”. Prowadzimy więc bardzo zindywidualizowaną pracę. Bo na przykład jeden z zawodników jest niski i trzeba wtedy zwiększyć jego szybkość i częstotliwość, inny potrzebuje, aby wypracować więcej siły. Musimy planować, analizować, ile ruchów można zrobić między danymi przechwytami, jak się odpowiednio ustawić. Opracowujemy cały zestaw treningów z zakresu nauczania ruchowego i koordynacji.

Istnieje wśród trenerów waszej konkurencji pojęcie „wariacje prostowania drogi”. Proszę wytłumaczyć co oznacza ten termin?

– W lekkiej atletyce, w biegu na 100 m to jest proste. Po prostu biegnie się przed siebie na dystansie 100 m. U nas mamy 15 metrów, ale ze swoistym „torem przeszkód”. To nie jest więc 15 metrów, ale w zależności od sposobu, jaki wybierzemy, może być 17 metrów albo i więcej. Dla trenera to ważne dane. Musi myśleć, czy zwiększyć zdolności motoryczne i „przyśpieszyć go”? A może jednak uda się skrócić dystans?

Powiem przewrotnie, bo w tradycyjnym alpinizmie funkcjonuje termin „direttissima” – droga prowadzona w linii spadku wierzchołka do podstawy ściany. I my takiej drogi poszukujemy. Idealna to taka, która prowadzi prosto z dołu do góry, ale po ścianie do wspinaczki na czas układ chwytów prowadzi zygzakami i trzeba szukać punktów prostowania. Nie mamy książek, jak to zrobić, szukamy rozwiązań. Porównałbym tu naszą konkurencję do biegu na orientację, w którym zawodnik musi pokonać dystans między dwoma punktami. Ale od umiejętności zawodnika zależy, czy ten dystans pobiegnie prosto, tyle że na przykład przez teren bagnisty, czy naokoło, ale po dobrej drodze gruntowej. My trenerzy wybieramy, czy wolimy skrócić trasę i ją „wyprostować”, czy ją obiec dookoła. Szukamy optymalnych rozwiązań.

Noga ułożona równolegle, a nie prostopadle. Specyfika treningu we wspinaczce na czas

Czy można wyliczyć te rozwiązania za pomocą specjalistycznego sprzętu?

– Niestety, mamy pewne ograniczenia. Popularne urządzenia pomiarowe pracują trudniej w pionie. W biegu płaskim łatwo można rozstawić sensory i to działa. Niemniej współpracujemy ściśle z Akademią Nauk Stosowanych w Tarnowie i przeprowadzamy specjalistyczne analizy. Zamiast sensorów używamy odpowiednich kolorowych markerów, które śledzą algorytm oprogramowania. Na podstawie analizy video, technik komputerowych, akcelerometru, czy nawet wspierając się sztuczną inteligencją, jesteśmy w stanie obliczyć optymalny tor biegu zawodnika, ale… Czasami jednak cechy natropometryczne, zdolności motoryczne, a nawet nastawienie mentalne powoduje, że musimy wprowadzać korekty. Parametry zawodnika są bazą naszych dalszych działań. Technologia w procesie wspomagania treningu i jego planowania idzie bardzo do przodu i nie chcemy pozostać w tyle. Nie tylko my nad tym pracujemy. Jako ciekawostkę dodam, że niedawno na spotkaniu trenerskim usłyszałem, że związek powinien zakupić specjalistyczne oprogramowanie z Austrii – niewielu jednak wie, że jako wzorzec dla algorytmów powstał w oparciu o analizę polskich biegaczek…   

Wspinaczka na czas opiera się głównie na treningu lekkoatletycznym?

– Badania pokazują, że w tej konkurencji wynik zależy w 70 procentach od siły nóg, a 30 procent od górnej obręczy ciała. I uważam, że należy takie proporcje przyjąć. W treningu opieramy się głównie na metodyce lekkoatletycznej, pracujemy bowiem na tych samych szlakach energetycznych, ale nie sprinterów na 100 m, ale tych na 60 m. Trening szybkościowy na ścianie urozmaicamy, często stosujemy obciążenia lub odciążenia, choć to sprawia sporo problemów. Ciekawostką jest fakt, że w tej konkurencji nie ma faz przyśpieszenia jak w biegu na 100 m. Właściwe tempo uzyskuje się w momencie startu i ono pozostaje mniej więcej takie same. Pomiędzy pewnymi sekwencjami chwytów zawodnik wspina się szybciej, wolniej – tempo niejako jest zmienne, charakterystyczne dla zwinności.

Trening na ścianie ma pewne ograniczenia. Materiał z którego wykonane są chwyty wspinaczkowe posiada duże tarcie i powoduje zdzieranie skóry. Nie jesteśmy więc w stanie wykonać całego szkolenia na ścianie. Po dwóch, trzech dniach pracy kolejne zajęcia są ryzykowne. Na rękach pęka skóra, jeżeli pojawi się krew, to proces gojenia trwa długo. Również dlatego musimy uzupełniać szkolenie innymi formami treningu. W OPO COS Zakopane pewnie mają nas dość, bo niemal na każdy dzień treningowy rezerwujemy cztery, pięć różnych obiektów – od bieżni, przez ścianę wspinaczkową, siłownię, aż po salę judo.

Na czym polega ta specyfika treningu we wspinaczce na czas w porównaniu z lekkoatletycznym biegiem przez płotki czy tradycyjnymi ćwiczeniami na siłowni?

– We wspinaczce na czas nie ma fazy ekscentrycznej, nie ma amortyzacji ruchu, jest faza izometryczna, a następnie koncentryczna. To jest ta drobna specyfika, którą na najwyższym poziomie musimy zastosować. W treningu w naszym sporcie trzeba nieustannie pamiętać o różnicach w porównaniu z innymi sportami, jeżeli chce się z nich czerpać metodykę. Podam przykład, porównując nasz trening i zawodników w biegu przez płotki. Wspinacze na czas nie wchodzą w klasyczny krok płotkowy, w którym noga zakroczna jest ułożona niemal prostopadle do płotka. Na ścianie zawodnik wykonuje przechwyt za przechwytem, z czego wynika, że nogę stawia równolegle do ściany. Musi podnosić kolano jak najwyżej nad płotek, a nie nisko przenosić nogę nad płotkiem jak lekkoatleta.

Kolejny przykład – z siłowni. Na pierwszy rzut oka podciągnięcia na drążku, wyjścia na wypór (muscle-up), czy ściągnięcia drążka z góry odpowiadają specyfice konkurencji, ale… diabeł tkwi w szczegółach. Przy podciąganiu na drążku na przykład używa się chwytu otwartego, a ściąga się do brzucha, a nie klatki piersiowej.

Kiedy więc idziemy na bieżnię albo siłownię, zwraca się nam uwagę, że coś źle robimy, na przykład, że nogi nie tak są ułożone przy przysiadach, że powinien być taki a taki uchwyt. A my przecież stosujemy ćwiczenia specyficzne dla naszej konkurencji, w oparciu o naszą wypracowaną wiedzę. Musimy zwracać uwagę na takie szczegóły. Bez tego nie byłoby wyników, medali.

Co wynika ze statystyk? Rekord świata kobiet jest wciąż niedoszacowany

Wiem, że bardzo dużo wagę w pana sztabie przykłada się do statystyk. Jak z nich korzystacie i czemu służą?

– Doktor Adam Pieprzycki z Akademii Nauk Stosowanych w Tarnowie zebrał rezultaty zawodów od roku 2010. Na podstawie tych danych starał się znaleźć algorytm przewidywania wyników, tzn. porównuje wiek zawodników, rezultaty jakie w danym wieku osiągali zawodnicy na przestrzeni lat oraz bieżące wyniki. Jego prognozy wyników są zadziwiająco rzetelne. Pomylił się o 0,03 sekundy co do aktualnego rekordu świata Oli Mirosław. Od dwóch lat ma bardzo zbliżoną predykcję. Co nam to daje? Z jednej strony możemy identyfikować talenty, wiemy jak wygląda ścieżka kariery zdolnego młodzika. Tym samym możemy tę ścieżkę kształtować. Ale analiza statystyczna daje nam coś więcej. Badanie rekordu świata pozwala na wysunięcie interesujących wniosków. W 2009 roku rekord kobiet wynosił 9,02. Taki wynik nie wystarczałby dziś na medal w juniorkach młodszych. Nastąpił ogromny progres wynikowy i chyba nie ma innej konkurencji, w której nastąpiłby taki postęp w takim okresie czasu. Ta konkurencja jest wciąż niedoszacowana. Natomiast warto porównać różnice między rekordem świata kobiet i mężczyzn. U panów wynosi 5,00 i należy do Indonezyjczyka Kiromala Katibina, u pań – 6,53 i należy do Oli Mirosław. Różnica w rekordzie świata między kobietami i mężczyznami jest naszym zdaniem zbyt duża, procentowo dużo wyższa niż w biegu na 100 m, czy skoku wzwyż. Można się spodziewać, że kobiety przyśpieszą i my trenerzy musimy o tym myśleć.

Wracając do algorytmu wynikowego. Ola Mirosław jest dziś najszybszą zawodniczką w Polsce i na świecie. Jako juniorka młodsza biegała (wspinała się?) w czasie 12 sekund. Dziś jest rekordzistką świata. Musimy wziąć pod uwagę, jak szybko dziś biegają (wspinają się?) juniorki młodsze przy założeniu, że rekord świata się poprawia i następuje dewaluacja tego wyniku. Wymagania więc rosną. Dziś przy wyniku 12 sekund zawodniczce trudno byłoby wejść do finału mistrzostw Polski. W zeszłym roku Daria Marciniak osiągnęła mistrzostwo świata juniorek młodszych z czasem 8,43 sekundy – drugim najlepszym czasem w historii w tej kategorii wiekowej. Czy Daria będzie kolejna rekordzistką świata?  

W takim razie czy algorytm wyliczył, ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach olimpijskich w Paryżu?

– Algorytm ma jedną podstawową wadę – nie wyliczy tego, co dzieje się w głowie. Trudno jest przewidzieć zachowanie zawodnika. Mogę statystycznie przypomnieć, że od 2014 roku i mistrzostw świata w Gijon Polacy stale zdobywali medale. Dziś każdy się zachwyca tym, że reprezentantki Polski zajęły pierwsze pięć miejsc na mistrzostwach Europy, a Marcin Dzieński został wicemistrzem Europy, ale dużo cenniejszym rezultatem z perspektywy szkoleniowej było pięć Polek w TOP 10 ubiegłorocznych mistrzostw świata w Moskwie. Obecne pokolenie polskich zawodników ma świetne predyspozycje mentalne i w tym widzę nadzieje na dobry wynik w Paryżu.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Tomasz Mazur (rocznik 1976). Wspina się od połowy lat 90-tych, a od 2011 rozpoczął pracę jako trener AZS PWSZ/ANS w Tarnowie, specjalizując się we wspinaczce na czas. Prowadzeni zawodnicy zdobyli 66 medali w zawodach międzynarodowych, w tym cztery w mistrzostwach świata (złoty – Natalia Kałucka i Marcin Dzieński, srebrne – Klaudia Buczek i Anna Brożek). Przed IO Tokio 2020 współpracował z kadrami olimpijskimi Belgii, Holandii, Niemiec, Słowenii, Austrii, m.in. współtworząc w tych krajach programy szkoleniowe dla wspinaczki na czas. Od 2021 roku trener kadry narodowej prowadzący siostry Aleksandrę i Natalię Kałuckie.