Zbigniew Klęk: Powiedziałem sobie: „Takiego talentu nie można zostawić”

Autor: Rozmawiał Michał Białoński
Artykuł opublikowany: 24 sierpnia 2026

Bałem się, że treningi i sport okażą się dla niej zbyt ciężkie, a życie zbyt łatwe. Na szczęście Kasia miała i ma charakter, potrafiła się poświęcić sportowi – o kolarskiej drodze na szczyt Katarzyny Niewiadomej mówi „Forum Trenera” jej pierwszy trener Zbigniew Klęk.

Katarzyna Niewiadoma. Fot. Canyon/SRAM

Katarzyna Niewiadoma zajęła drugie miejsce w wyścigu Tour de France Femmes. 31-letnia zawodniczka grupy Canyon SRAM Racing już piąty rok z rzędu zajmuje miejsce na podium „Wielkiej Pętli”, w której dwa lata temu odniosła zwycięstwo. O jej karierze opowiada odkrywca talentu reprezentantki Polski, Zbigniew Klęk.

Forum Trenera”: Były kolarz z Ochotnicy Górnej Józef Olchawa przyprowadził małą Kasię Niewiadomą na treningi. Co pan wtedy pomyślał?

Zbigniew Klęk, pierwszy trener Katarzyny Niewiadomej-Phinney, Rafała Majki i Tomasza Marczyńskiego, członek zarządu PZKol: Józef powiedział: „Słuchaj Zbysiu, jest tu taka zdolna w Ochotnicy. Ojciec jej kupił rower od twojego byłego zawodnika. Jedziemy pod górkę, ona ze mną rozmawia, a ja już dyszę”.

Skoro coś takiego mówił doświadczony kolarz, to musiało coś być na rzeczy. Powiedziałem mu: „Chcę ją zobaczyć”. Przyjechali do mnie, do Krakowa, zapisali się do klubu WLKS Krakus Swoszowice. Już miałem tam grupę młodych zawodników, którą stworzyłem przy współpracy z Józkiem. Bardzo mi pomagał, bo nie zawsze mogłem pokonać ten kawałek drogi z Krakowa do Ochotnicy. Do dziś wspierają mnie on i ojciec Kasi – Stanisław.

Jak wyglądały pierwsze treningi Katarzyny Niewiadomej w klubie WLKS Krakus?

Zgrupowanie z nartami biegowymi, pamiętam jakby to było dziś. Przywiózł ją tata, razem z nartami. Na pierwszym treningu mieliśmy rundę biegową. Kasia biegła z juniorami, a miała dopiero 14 lat. Biegła na luzie, rozmawiała. Pierwsza, druga, trzecia runda, a ona wytrzymuje bez zadyszki.

Pan nie był zbyt przychylny trenowaniu dziewcząt.

Przyznam się dziś, że byłem temu przeciwny. Uważałem, że szkoda dziewcząt na tak ciężki sport. Nie chciałem ich męczyć. Ja się z tego nie wycofuję. Ale w przypadku Niewiadomej powiedziałem do siebie: „Nie Zbyszek, musisz odejść od tej zasady. Takiego talentu nie wolno zostawić”. I tak się to zaczęło. Pierwszy medal Kasia wywalczyła niedługo po tym, jak się do mnie zapisała, mając 15 lat. Organizowaliśmy Letnią Olimpiadę Młodzieży. W Raciechowicach była meta wyścigu ze startu wspólnego. Kasia zajęła drugie miejsce, bo tuż przed metą zawodniczka z Leżajska wystawiła jej koło. Od tego momentu zaczęła na poważnie treningi i rywalizację. Gdzie by nie startowała, tam odnosiła zwycięstwa. Na Sowiogórskim Tourze wygrała wyścig z seniorkami, w tym z Pauliną Brzeźną.

Co mogło przeszkodzić w karierze tak utalentowanej zawodniczce?

Bałem się, że treningi i sport okażą się dla niej zbyt ciężkie, a życie zbyt łatwe. Na szczęście Kasia miała i ma charakter, potrafiła się poświęcić sportowi. Co równie istotne, ma wrodzone predyspozycje do sportu wytrzymałościowego. Ale one nie zawsze gwarantują powodzenie. W Zegartowicach, w grupie z Rafałem Majką, miałem dwóch innych chłopaków o wyjątkowych zdolnościach, wykazały to także badania, ale nie chcieli trenować kolarstwa. Został sam Rafał. Kolarstwu trzeba się poświęcić całkowicie. I Kasia z Rafałem to zrobili.

Niewiadoma była gotowa zrezygnować nawet ze szkoły?

Tak. Kasia poszła do liceum w Nowym Targu, ale tam trudno było połączyć treningi ze szkołą. Pani z internatu nie chciała jej wypuszczać na zajęcia w klubie, to wróciła do Ochotnicy, by dojeżdżać do szkoły. W drugim roku, gdy skończyła 16 lat, zrobiła prawo jazdy i było jej łatwiej. Postawiła całkowicie na kolarstwo. Nie zrażała się, gdy zdarzyła jej się wywrotka, obtarcie rączek. „Dobrze trenerze, to wszystko się zagoi” – pocieszała mnie.

Postawiła całkowicie na kolarstwo. Nie zrażała się, gdy zdarzyła jej się wywrotka, obtarcie rączek. „Dobrze trenerze, to wszystko się zagoi” – pocieszała mnie.

Jakie cechy zobaczył pan w tej zawodniczce, dzięki którym mogła osiągnąć sukces?

Sporty wytrzymałościowe mają to do siebie, że nasz materiał łatwo szybko zweryfikować. W grach zespołowych można się schować za plecami kolegów, w odpowiednim momencie wystawić nogę i strzelić bramkę. W kolarstwie nikt ci nie pomoże. Musisz samemu dać z siebie wszystko, by wyjechać na szczyt. A do tego trzeba być naprawdę mocnym, trzeba mieć predyspozycje, które najczęściej wychodzą podczas szczegółowych badań.  Na ich podstawie rozpoznaje się przydatność zawodnika do tego sportu. W kolarstwie nie da się kupić kota w worku, jak to się zdarza choćby w piłce nożnej. Jeden ciężki wyścig potrafi zweryfikować każdego. Rozmawiałem niedawno z Rafałem Majką na temat Tadeja Pogacara. Oni często przebywali razem w pokoju na zgrupowaniach grupy UAE. Słoweniec dopytywał Rafała o jego doświadczenie, sprawy techniczne, ale i tak najważniejsza jest jego sprawność i wydolność.

Katarzyna Niewiadoma. Fot. Canon-Sram Racing

Głosi pan tezę, że z Polski trzeba jak najszybciej uciekać, będąc młodym, utalentowanym kolarzem czy kolarką. Czy ścieżka rozwoju Kasi była modelowa? Już w wieku 20 lat trafiła do zawodowej grupy z Holandii – Rabo Liv Women.

Boli mnie serce, że w Polsce nie ma szans na rozwój takiej kariery, przez co młodzież przedwcześnie kończy przygodę ze ściganiem. Nie każdy decyduje się na wyjazd na Zachód, nie zawsze rodzice się na to godzą. W kraju jest za mało dużych wyścigów, w których można zbierać doświadczenie, za mało dobrych zespołów – przynajmniej półzawodowych. Trzeba wyjeżdżać, a to nie zawsze dobre rozwiązanie.

Dlaczego?

Po wyjeździe za granicę kolarz z innego kraju, nie tylko Polak, nigdy nie będzie traktowany tak samo jak u nas, chyba że pojedzie z  takim potencjałem jak Kasia albo Rafał. Wielu kolegów klubowych Rafała we Włoszech przepadło, wybili sobie kolarstwo z głowy, widząc, jak ciężko się przebić. Są też inne przyczyny. Nie mówi się o tym, ilu zawodników chciało być kolejnym Pogacarem, ale po roku ciężkiej pracy serce i kości nie wytrzymały. Wiadomo też, że kolarstwo ma swoją specyfikę. Za to, że Kasia tak długo utrzymuje się na szczycie, podobnie jak wcześniej Rafał, a teraz Michał Kwiatkowski, należy się wielki szacunek. Pracodawcy, czyli grupy zawodowe, wolą młodszego i tańszego kolarza i kolarkę niż doświadczonych. Dlatego też Rafał Majka zakończył rok temu karierę. Jemu za to, że pomagał liderom, trzeba było płacić milion euro rocznie, a młodym zawodnikom, którzy wykonują tę samą pracę, około 200-300 tys. euro. Po dwóch, trzech sezonach takich się wymienia, zapomina o nich i przychodzą następni. Takie same zasady obowiązują u kobiet.

Myśli pan, że podczas tegorocznego Tour de France Niewiadoma i jej team mogli zrobić więcej, aby wyprzedzić Demi Vollering?

Nie mamy prawa narzekać na to drugie miejsce. Zacznijmy od tego, że Kasia nie tylko wygrała TdF dwa lata temu, ale od 2022 r. co roku jest na podium Wielkiej Pętli, tak więc należy do światowej czołówki. Niektórzy pytają, dlaczego nie wygrała. To ja porównuję tę sytuację do finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Powie pan, że Argentyna jest słaba, bo nie wygrała finału MŚ z Hiszpanią?

Jest pan członkiem zarządu Polskiego Związku Kolarskiego. Od lat borykacie się z ogromnymi problemami finansowymi i organizacyjnymi. Jak pan ocenia stan kolarstwa w Polsce przez pryzmat działacza?

Najbardziej mi szkoda, że w ostatnim plebiscycie na Sportowca Roku „Przeglądu Sportowego” żadna z polskich kolarek nie znalazła się nawet w pierwszej „dziesiątce”. Nie rozumiem tego. Kasia była na podium Tour de France, wygrywała wyścigi World Tour. Na igrzyskach w Paryżu Niewiadomej nie udało się zdobyć medalu, kraksa zmusiła ją do samotnej pogoni, ale i tak kolarstwo nie zawiodło – medal olimpijski przywiozła Daria Pikulik. Pracuję już w kolarstwie od 51 lat, udało mi się osiągnąć wszystko, łącznie z tym, że mój wychowanek Rafał Majka zdobył medal olimpijski. Kasia regularnie staje na podium najważniejszych zawodów świata. Teraz była druga w TdF.  Zatem jako dyscyplina wyniki mamy. Ubolewamy nad tym, że skończył się ten „boom” na kolarstwo, jaki był dawniej. A przecież mamy się czym chwalić, mam na myśli nie tylko zwycięstwa zagraniczne, ale też organizację Tour de Pologne. Chyba brakuje nam większej promocji sukcesów naszych zawodników. Z prezesem Markiem Leśniewskim rozmawiamy podczas spotkań zarządu PZKol. o tym, jak się przebić do świata mediów. To bardzo by nam pomogło w pozyskiwaniu sponsorów. Pieniądze z zewnątrz są nam bardzo potrzebne. Borykamy się z coraz większymi problemami finansowania wyścigów dla juniorów. Bez tego nie będzie sukcesów zawodowych kolarzy.

Odniosę się do przykładu z południa Polski. W tym roku organizowałem 44. edycję Ogólnopolskiego Wyścigu Kolarskiego Dobczyce. Wygrywali go Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, a także wielu innych kolarzy, którzy później zostawali młodzieżowymi mistrzami świata. To najcięższy wyścig w Polsce. Ja cały czas mam problemy z finansowaniem tych zawodów. Gdybyśmy mieli więcej takich wyścigów – czy takich jak Błękitna Wstęga Jeziora Żywieckiego oraz wyścigi w Karkonoszach, które się powoli odradzają – to nasza młodzież miałaby więcej szans na zyskanie przetarcia. Ćwicząc jedynie na sucho, do niczego się nie dojdzie. Młody zawodnik musi mieć starty, rywalizację, która jest podstawą w każdym sporcie. Bez tej walki na szosie świat nam odjeżdża. Powtarzam – młodzież mamy, ale trzeba jej podać pomocną dłoń. Ministerstwo Sportu i Turystyki bardzo nam pomaga, ale od wielu lat PZKol. ma problem z torem kolarskim w Pruszkowie. Zaległe sprawy hamują nasz rozwój.

Pracuję już w kolarstwie od 51 lat, udało mi się osiągnąć wszystko, łącznie z tym, że mój wychowanek Rafał Majka zdobył medal olimpijski. Kasia regularnie staje na podium najważniejszych zawodów świata.

Ile pieniędzy potrzeba panu na utrzymanie klubu Krakus Swoszowice?

Po sukcesie Rafała na igrzyskach olimpijskich w 2016 r. nie mamy prawa narzekać. W Krakusie mamy sponsorów, zapewniony sprzęt, rowery na wysokim poziomie, a czasem rodzic chce jeszcze lepsze i sam kupuje. Sam Rafał Majka do mnie mówi: „Trenerze, młodzik jeździ na karbonowym rowerze”. Odpowiadam: „Skoro mam taki, to mam mu nie dać?”. Kasi Niewiadomej pierwszy rower kupił tata, a dopiero później dostała z klubu i nie wiedziała, jak się cieszyć.

Chodzi mi jednak o podejście do sportów. Mówiłem prezydentowi Krakowa Aleksandrowi Miszalskiemu, zanim odwołano go w referendum: „Panie prezydencie, są trzy kluby Ekstraklasy w Krakowie, tyle stadionów piłkarskich jest na garnuszku miasta: Wisła, Cracovia, Garbarnia, Hutnik, a przecież ich utrzymanie miesięczne kosztuje milion. Krakus Swoszowice dostaje z budżetu Krakowa 50 tys. zł na cały rok, a wychowaliśmy Kasię Niewiadomą, Rafała Majkę, Tomasza Marczyńskiego, czołowych polskich kolarzy, olimpijczyków”. Podkreślam – brakuje nam tej promocji kolarstwa na takim poziomie, jak we Francji, we Włoszech czy w Hiszpanii.

Czy trudno jest dziś namówić młodzież do tak ciężkiego sportu, jakim jest kolarstwo?
Każdy ma problem z tym zjawiskiem. Obserwujemy to, co widzieliśmy na Zachodzie 20-30 lat temu. Wychowanym w dobrobycie młodym ludziom nie chce się męczyć. Jeżeli rodzić stawia wszystko na jedną kartę i chce, by jego dziecko uprawiało kolarstwo, ale później przychodzi zachcianka wyjazdu na urlop, to wybierze wakacje. Klub wydaje tysiące na organizację treningów, obozów, ale wczasy są ważniejsze. To są rzeczy, które kiedyś były nie do przyjęcia. Przeżywam to na co dzień. Żeby zaiskrzyło, zadziałało tak jak u Rafała i Kasi, to musi zadziałać (może lepiej „się na to złożyć”, by uniknąć dwa razy „zadziałało”) wiele elementów, ale najważniejszym jest wytężona praca.

RAZEM TWORZYMY MISTRZÓW

Trener Zbigniew Klęk i Rafał Majka/Fot. Facebook – Kolarskie Mistrzostwa Polski 2025