Dyrektor PZN Kamil Fundanicz: Podejmowaliśmy trudne i kontrowersyjne decyzje
Dlaczego polskie sporty zimowe nie są w miejscu, w którym chcielibyśmy, żeby były? Jakich elementów brakuje w układance? Zadaję sobie to pytanie od lat, przechodząc kolejno przez struktury polskiego sportu: od szczebla zawodnika, nauczyciela i trenera w szkole sportowej, trenera klubowego, trenera kadrowego, koordynatora szkolenia, menadżera oraz działacza, po stanowisko dyrektora sportowego – zastanawia się Kamil Fundanicz, dyrektor sportowy w Polskim Związku Narciarskim (PZN).

Z perspektywy Polskiego Związku Narciarskiego (PZN) XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie (ZIO) Mediolan–Cortina d’Ampezzo 2026 należy uznać za udane. W czterech z pięciu dyscyplin zrzeszonych w związku zdobywaliśmy miejsca w pierwszej ósemce (skoki narciarskie, snowboard alpejski, narciarstwo alpejskie, biegi narciarskie). Jeśli spojrzymy na liczbę zdobytych medali oraz punktów olimpijskich, to mielibyśmy życzenie, aby w tej statystyce być zdecydowanie lepszymi.
Dlaczego polskie sporty zimowe nie są w miejscu, w którym chcielibyśmy, żeby były? Jakich elementów brakuje w układance? Zadaję sobie to pytanie od lat, przechodząc kolejno przez struktury polskiego sportu od szczebla zawodnika, nauczyciela i trenera w szkole sportowej, trenera klubowego, trenera kadrowego, koordynatora szkolenia, menadżera, działacza, po dyrektora sportowego. Od czasów, które pamiętam – mimo kilku wyjątków – biorąc pod uwagę „średnią”, jesteśmy „przeciętniakami” z okolic połowy tabel wynikowych. Trudno jest nie zauważyć różnic pomiędzy Polską, a krajami podobnymi do naszego pod względem kulturowym, geograficznym czy gospodarczym. Porównywanie się jest skomplikowane, ponieważ musielibyśmy wziąć pod uwagę wiele zmiennych, a poza tym nie wszystkie rozwiązania przyjęłyby się na polskim gruncie. Determinuje to mentalność panująca w polskim sporcie- po prostu boimy się poruszać tematy trudne i niewygodne. Musimy jednak podejmować dyskusje, aby szersze grono decydentów miało okazję oraz materiał do analiz i wprowadzania zmian, które nie miały do tej pory miejsca, ale które powinny w przyszłości nastąpić. Mam pewne wątpliwości, czy jako społeczeństwo łaknące sukcesów, jako związki sportowe i zawodnicy dojrzeliśmy do poszukiwania rozwiązań programowych oraz innowacyjnych. Musimy ich szukać w odpowiednich miejscach.
Wynik medalowy Polski na ZIO. Dobry czy słaby?
Dobrym wstępem do tematu będzie krótka analiza zdobyczy medalowych na igrzyskach olimpijskich ostatniego ćwierćwiecza, czyli od 2002 roku. Nie da się nie zauważyć, że w skali krajowej najlepsze statystyki na tym polu należą do skoczków narciarskich – liczby mogą wskazywać, że oni jedyni mają stałą i najwyższą efektywność szkolenia. Na siedmiu ZIO od 2002 roku zdobyli łącznie 12 medali, a od 2010 roku zdobywali medal na każdych ZIO. Na drugim miejscu są biegi narciarskie i łyżwiarstwo szybkie – po pięć medali. Tylko dwie dyscypliny mogą pochwalić się medalami drużynowymi, które w mojej opinii potwierdzają efektywność szkolenia i mają istotne znaczenie strategiczne. Ugruntowane medalami indywidualnymi potwierdzają tę tezę. Przykładem są skoki i łyżwiarstwo szybkie. W biegach narciarskich jedyną osobą wpływającą na te statystyki była Justyna Kowalczyk z pięcioma indywidualnymi medalami olimpijskimi. W biathlonie prym wiódł Tomasz Sikora z jednym srebrnym medalem. Ich osiągnięcia to zasługa wybitnych duetów trenerskich i niepowtarzalnego talentu.
Opierając się jedynie na tej statystyce, można wysnuć wniosek, że tylko skoki narciarskie mają coś na kształt działającego systemu szkolenia. Na potwierdzenie tej tezy wskazuje też fakt, że w tym czasie skoczkowie byli prowadzeni przez kilku różnych szkoleniowców (Apoloniusz Tajner, Łukasz Kruczek, Stefan Horngacher, Michal Doležal, Maciej Maciusiak). Efektywność systemu szkoleniowo-treningowego, pomimo tych zmian nie została w znaczący sposób zachwiana.
W polskim sporcie – po prostu boimy się poruszać tematy trudne i niewygodne. Musimy jednak podejmować dyskusje, aby szersze grono decydentów miało okazję oraz materiał do analiz i wprowadzania zmian, które nie miały do tej pory miejsca, ale które powinny w przyszłości nastąpić.
Przyglądając się klasyfikacji i oceniając dorobek medalowy Polaków na tle innych krajów, zauważamy, że jako prawie 40-milionowy naród nie mamy dużej skuteczności. Dla przykładu Czechy, kraj o bardzo podobnych uwarunkowaniach geograficzno-socjologicznych, a liczący cztery razy mniej ludności, w analogicznym czasie zdobyły o trzynaście medali ZIO więcej niż Polska. Dla jeszcze większego kontrastu można sięgnąć po przykład Słowenii, która w swoim dorobku od 2002 roku ma o trzy medale więcej, a liczba ludności jest niemal dwudziestokrotnie mniejsza.
Najważniejsze – selekcja zawodników i proces treningowy
Rozważając determinanty składające się na mierzalny liczbą medali czy punktów olimpijskich sukces sportowy, nie sposób nie wymienić skutecznej selekcji do sportu zawodników o odpowiedniej bazie biologiczno-mentalnej, z wysoką motywacją wewnętrzną i pożądanymi w konkretnym sporcie cechami. Kolejno ogromną wagę będzie miało odpowiednie prowadzenie tego talentu przez proces szkoleniowy, z uwzględnieniem wielu aspektów metodologicznych i całego interdyscyplinarnego zaplecza (od lekarzy, fizjoterapeutów, biomechaników, po dietetyków, psychologów).
Wszystkie te działania powinny odbywać się przy wykorzystaniu odpowiedniej infrastruktury, sprzętu, ze stabilnym systemem finansowania sztabów szkoleniowych, związków sportowych. Harmonijne połączenie tych składowych powinno zapewnić sukces. Jesteśmy w sporcie tak mocni, jak nam na to pozwala najsłabszy czynnik w tym łańcuchu. Umownie można przyjąć, że w obszarach sportów zimowych powoli poprawia się słabe elementy tej układanki – uczymy się zarządzać, stwarzamy możliwie najlepsze warunki do rozwoju sportowcom, trenerom i sztabom. Tak powinno być.
Praca trenerów i zawodników wśród negatywnych emocji i hejtu
Ostatnie igrzyska w mojej ocenie pokazały, że atmosfera wokół sportu może być negatywna i odpychająca, nawet mimo relatywnych sukcesów. Jak w tych warunkach utrzymywać wysoką motywację do działania potrzebną wszystkim – sportowcom, trenerom, członkom sztabów i pracownikom instytucji, takich jak związki sportowe? Jak zachęcać nowych adeptów do ciężkiej pracy i wyrzeczeń? Dlaczego agresywna rywalizacja z aren sportowych wkracza niemal w każdy zakamarek okołosportowego życia? Jakim jesteśmy społeczeństwem?
Wydarzeniom sportowym dramatycznie brakuje merytorycznych treści, które pokazywałyby piękno tego świata i kreowały jego pozytywną stronę. Nawet gdy pojawiają się obiektywne powody do dumy, ważniejsze staje się okraszenie sukcesu negatywną opinią i udowadnianie komuś, że nie dołożył swojej cegiełki do wyniku lub jego wkład był zbyt mały, by miał znaczenie. Uczestniczą w tym właściwie wszyscy – od działaczy, przez wybitnych sportowców i komentatorów, aż po samych kibiców. Mowa o osobach opiniotwórczych, które dla wielu Polaków są wzorami do naśladowania i budowniczymi standardów intelektualnych.
W sezonie olimpijskim ofiarą nieprzychylnych komentarzy padł trener kadry skoczków, jak i sami zawodnicy. Grupie tej nie było dane w spokoju przygotowywać się do docelowej imprezy. Z jednej strony presja wyniku, z drugiej – krytyka rezultatów osiąganych w Pucharze Świata, często pod nieustannym, czujnym okiem kamer i gradobiciem pytań dziennikarzy. Zainteresowanie nie dziwi, wszak skoki to nasz zimowy „sport narodowy”. Wyobraźmy sobie, jak w takich warunkach można odnaleźć spokój i balans pomiędzy oczekiwaniami mediów i kibiców a swoimi potrzebami?
Przeciętni w skali światowej polscy sportowcy są linczowani w opiniach. Stają się jednocześnie „produktem” i ofiarą systemu, który sami tworzymy. Zapominamy, że najczęściej są to wciąż młode, uczące się osoby.
Mamy niską świadomość tego, że jest to programowanie sportu nasyconego negatywnymi emocjami i sensacją. Siła tego przekazu trafia często bezpośrednio do chłonącej cyfrowe treści młodzieży. Narzędzia do ich tworzenia istotnie napędzają tę skalę, a piramida produkcji nieistotnych newsów zdaje się żyć ostatecznie własnym życiem. Ten kryzys powinien nas zastanowić, bo nie skupiamy się generalnie na promowaniu wartościowych treści, lecz burzymy wzajemnie swoje autorytety. Wspomniał o tym zjawisku Kamil Stoch podczas Gali Mistrzów Sportu „Przeglądu Sportowego”.
Hejt, który wylewa się bezpośrednio na naszych podopiecznych, jest dużym zagrożeniem dla ich stabilności psychofizycznej. Dobitnie doświadczyliśmy tego podczas ostatnich igrzysk. Przeciętni w skali światowej polscy sportowcy są linczowani w opiniach. Stają się jednocześnie „produktem” i ofiarą systemu, który sami tworzymy. Zapominamy, że najczęściej są to wciąż młode, uczące się osoby. Doświadczenie, i to nie tylko polskich sportowców, pokazuje, że wytrwałość i konsekwencja to wielcy sprzymierzeńcy, a sukcesy przychodzą w ciężkim procesie treningowym. Nie odbierajmy młodym zawodnikom chęci do trenowania i serca do sportu. Motywacja to coś, co nam, trenerom najtrudniej budować.
Modyfikacja procesu edukacji
Oczywiście nadal warunkiem koniecznym jest równoczesne realizowanie zadanych obciążeń treningowych. Nie wystarczy marzyć o zwycięstwie. W sporcie widać bardziej, niż w innych dziedzinach życia, że na sukces wpływa złożony system naczyń połączonych.
Zgromadzone w moim zespole dane pokazują, że duży odsetek juniorów nie wykonuje zadanego treningu, wręcz zdarza się oszukiwanie trenerów, mimo dość precyzyjnej i regularnej kontroli. Dodatkowo nasi zawodnicy śpią o około 90 minut krócej od swoich rywali w Skandynawii, co daje 23 dni w roku. Niedostosowany system edukacji skraca czas na regenerację o około dwie godziny w ciągu dnia, a organizm funkcjonuje w destrukcyjnym stresie. Obawiam się, że nie jest to jedyny problem i nie dotyczy jedynie PZN. To po prostu znak czasów – realia życia zmieniają się dziś szybciej niż kiedykolwiek. Czy możemy coś zmienić?
Wydaje się, że odpowiedzią na to pytanie może być modyfikacja profilu edukacji. Z mojego doświadczenia wynika, że niekoniecznie chodzi o radykalne reformy, ale o to, by program nauczania – szczególnie w kluczowych dla sportowców dziedzinach- przeszedł procesowe zmiany. W dyskusjach z zagranicznymi trenerami często poruszałem ten temat. Ktoś powie, że dziś mamy ogromne możliwości zdobywania wiedzy: kursy, webinary, szkolenia, cały Internet. Tak, ale to dalej raczej fakultatywne tematy. Junior nie ma na to czasu. Coachingowe gadki – to nie metoda na szkolenie i edukację młodego zawodnika. Jestem tego świadomy i decydenci też powinni być tego świadomi. Dajmy zawodnikowi szansę na zrozumienie, co się dzieje z jego organizmem, po co właściwie trenuje. W założeniu ma to przynosić radość i satysfakcję w poznawaniu siebie. Pomóżmy wykształcić świadomość, żebyśmy w zawodniku mieli dojrzałego uczestnika procesu treningowego.
Nikt nie mówi o tym, żeby cokolwiek zaniedbywać – postarajmy się nieco przemodelować edukację, uzupełniając wiedzę z zakresu anatomii, fizjologii, metodyki czy psychologii sportu, niezbędną do zrozumienia zachodzących procesów. Zrezygnujmy z egzekwowania znajomości tematów potrzebnych jedynie w teleturniejach. Postawmy na taką edukację, która będzie adekwatna dla ludzi, którzy już wybrali ścieżkę swojego rozwoju. Zaserwujmy – na przykład wzorem Skandynawii czy w renomowanych klubów piłkarskich – dawkę wiedzy, która wesprze wysiłki trenerów, ale i rozwinie zainteresowania młodych zawodników. Nie każdy może zostać mistrzem. Dajmy zawodnikowi – oprócz podmiotowego uczestniczenia w procesie treningowym – wiedzę oraz narzędzia do nieprzypadkowego kształtowania własnej kariery. Będą to podstawy do np. późniejszej pracy w charakterze trenera, instruktora, asystenta, fizjoterapeuty, dietetyka itp.
W dzisiejszych realiach zawodnik taką wiedzę dostaje dopiero na specjalistycznych studiach. Często po zakończeniu kariery ma czas na wgłębienie się w szeroko pojętą wiedzę fachową, poświęcając temu odpowiednią uwagę. Najczęściej jednak jest tak, że trafia do struktur z wiedzą, którą nabył zupełnie przypadkowo. Niekoniecznie jest ona pełna, opiera się głównie na doświadczeniu, więc zaczyna powielać schematy i pracę, którą sam wykonywał wcześniej. Treści z mediów społecznościowych często pogłębiają patologię. Są często wybiórcze i budują nieprawdziwe wyobrażenia. W przypadku szybkich kursów online uprawnienia przyznaje się bez jakiejkolwiek weryfikacji wiedzy i umiejętności. W Polsce stajesz się trenerem po internetowym lub weekendowym kursie. Polski system na to w wielu przypadkach pozwala. Za granicą nikt nawet o tym nie pomyśli. Obserwujemy, że problem został dostrzeżony i powoli zachodzą zmiany w tym obszarze. Nie są jednak powszechnie właściwie rozumiane. Szkoły sportowe w Skandynawii pełnią systemową rolę w budowaniu kultury fizycznej: selekcjonują potencjał pod daną dyscyplinę, są hubem dla wizji, praktyki oraz pomysłów i dają realne narzędzia dla funkcjonowania tego systemu.

Kształtujmy specjalistów od sportu od najmłodszych lat
Ścieżka rozwoju zawodu trenera w Polsce praktycznie nie istnieje. Za dużo w niej przypadku, za mało ukierunkowania na konkrety. Z całą pewnością są inicjatywy i wysiłki ze strony instytucji: jak chociażby działania Ministerstwa Sportu i Turystyki, fundacji, czy też komercyjnych podmiotów – aby tą sytuację poprawiać. Jak pisałem, skłaniałbym się do wprowadzenia zmian już na poziomie programu szkół mistrzostwa sportowego oraz do utworzenie branżowej szkoły sportowej. Wydłużenie o rok nauki pozwoli usprawnić system i nie tracić w kluczowym momencie młodych zawodników. Od pewnego czasu promujemy ten pomysł. To mógłby być fundament dla rozwoju kadrowego w sporcie. Większa świadomość zawodników wniosłaby nową jakość, edukacja w znaczący sposób globalnie poprawiłaby system na wielu poziomach. Zadziała to jak kula śnieżna. To inwestycja w pokolenia. Chociaż nie unikniemy problemów, to o części z nich, często w zaskakujących sferach, można będzie zapomnieć.
Szkoły sportowe w Skandynawii pełnią systemową rolę w budowaniu kultury fizycznej: selekcjonują potencjał pod daną dyscyplinę, są hubem dla wizji, praktyki oraz pomysłów i dają realne narzędzia dla funkcjonowania tego systemu.
Stwórzmy podstawy, a system, w którym często nie brakuje już pieniędzy, tylko fachowców do pracy, sam się uzupełni. Piramida nie może się rozbudowywać bez ludzi ją tworzących. Matematyka jest prosta: jeden trener – jedna grupa, pięciu trenerów – pięć grup. Tymczasem jak mamy budować profesjonalna strukturę klubów, kiedy pracują na jej rzecz w wielu przypadkach jedna lub dwie osoby? Niejednokrotnie łączą w swojej pracy inne obowiązki. Jak w końcu implikować metodyczne zmiany – nawet te narzucone – kiedy brakuje na to czasu, ponieważ sporto pozostaje tylko pasją i praca dorywczą? Wychowankowie Szkół Mistrzostwa Sportowego mogliby regularnie zasilać struktury klubowe – jako systemowe rozwiązanie – i mieć nadane uprawnienia podstawowego stopnia – taki system sprawnie funkcjonuje w Skandynawii. Dzięki temu moglibyśmy osiągnąć skuteczną komunikację, lepszy dialog, brak drastycznych zmian, bo podstawy zmian rozumielibyśmy wszyscy.
Wprowadzając przynajmniej część z tych propozycji, zadbamy o zdrowe i świadomie społeczeństwo. Kształtujmy specjalistów od młodych lat. Naborem do systemu wcale nie muszą być profesjonalnie trenujący sportowcy, a osoby, które widzą swoją przyszłość w strukturach sportowych. Wykształćmy fachowców, których brakuje. Nie bez przyczyny np. w USA studenci-sportowcy są cenieni na uczelniach o profilu akademickim. Tworzą prestiżowy wizerunek tych uczelni, zadbajmy też o ten prestiż. To ludzie pracowici i elastyczni, odporni psychicznie, ambitni, z dużą samodyscypliną, z umiejętnością pracy w zespole. To idealna oferta dla przyszłych pracodawców, w zasadzie każdej innej branży.
Zdaję sobie sprawę, że jedynie dotknąłem pewnych kwestii, że te zagadnienia są skomplikowane, a zmiany niełatwe do przeprowadzenia. To tematy, o których ledwie wspomniałem, a są kluczowe. Chciałbym jednak, aby tet tekst stanowił asumpt do dyskusji i przybliżył istotę poruszonych przeze mnie tematów. W końcu nawet najpiękniejsze boiska czy trasy narciarskie nie dadzą nam mistrzów i zdrowego społeczeństwa, jeśli będą puste.
Przez ostatnie cztery lata PZN stawiał czoła tym trudnym wyzwaniom – podjęliśmy wiele inicjatyw, aby zmienić schemat i ocenić tego efekty. Otworzyliśmy wiele dyskusji, podejmowaliśmy trudne i kontrowersyjne decyzje. Zawsze jednak szanując zdanie i stanowisko innych, prowadząc dialog i ostatecznie ponosząc za nie pełną odpowiedzialność. Na pewno nie uniknęliśmy błędów. Idąc śladami sukcesów skoków narciarskich, nie stawialiśmy na jednostkę, ale na zespół, który – raz lepiej raz gorzej – zawsze razem pokonywał przeszkody. Niewątpliwie nasze wyniki na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan–Cortina d’Ampezzo 2026 oraz te trudne działania w drodze do nich oceniamy jako sukces całego środowiska sportowego tworzącego struktury PZN. Za te osiągniecia wszystkim im dziękujemy.
Kamil Fundanicz – były biegacz narciarski, członek kadry narodowej juniorów. Od 1 listopada 2025 roku dyrektor sportowy w Polskim Związku Narciarskim, odpowiedzialny m.in. za organizację Pionu Sportu PZN, koordynowanie kadr narodowych, współpracę z SMS-ami, Okręgowymi Związkami Narodowymi i klubami
/ForumTrenera