Forum Trenera - Sezon bez medalu czas bić na alarm

TOKYO 2020
Igrzyska olimpijskie za 428 dni
Igrzyska paraolimpijskie za 460 dni
PEKIN 2022
Igrzyska olimpijskie za 985 dni
Igrzyska paraolimpijskie za 1016 dni

KĄCIK TRENERA

wstecz

Sezon bez medalu czas bić na alarm

Sezon bez medalu czas bić na alarm

Aby pływanie przetrwało w Polsce i zajmowało czołowe miejsce wśród dyscyplin, już teraz trzeba zadbać o dobry start w następnych igrzyskach w Paryżu w 2024 roku. To naprawdę ostatni moment.

Rok temu na łamach „Forum Trenera” ukazał się artykuł mojego autorstwa „Solidna podstawa chudziutkiej piramidy”, w którym pisałem o słabej kondycji polskiego pływania. Po głównych imprezach tego sezonu czuję się zmuszony ponownie zabrać głos w tej sprawie.

Dokonania naszych pływaków w ostatnich 12 miesiącach potwierdziły tylko moje słowa sprzed roku. Odbyły się mistrzostwa świata seniorów, juniorów oraz mistrzostwa Europy juniorów, w których nie zdobyliśmy ani jednego medalu. W kontekście przyszłorocznych igrzysk olimpijskich trzeba sobie jasno zdać sprawę, że w pływaniu szanse na jakikolwiek medal są iluzoryczne. Taki sezon powinien otworzyć oczy wszystkim, którym pływanie leży na sercu, a którzy ostatnio lekko przysnęli. To w zasadzie ostatni moment, żeby zacząć myśleć o odbudowie tego sportu przed igrzyskami w 2024 roku. Inaczej pływanie popadnie w Polsce w czarną otchłań.

Konkurencja odpływa

Środowisko, o dziwo, wydaje się być pogodzone ze stanem rzeczy, jaki istnieje w polskim pływaniu. Nie słychać nic o próbach poprawy sytuacji, jakiejś radykalnej reformie. A przecież uzyskane w tym sezonie wyniki pokazują, że już nawet w porównaniu z Europą osuwamy się w klasyfikacjach coraz niżej. To sytuacja, w której trzeba bić na alarm!
Na tegoroczne mistrzostwa świata seniorów w Gwangju pojechała 22-osobowa kadra oparta na zawodnikach doświadczonych, byłych medalistach wielu światowych i europejskich imprez. Dorobek Polski to dwa miejsca w finałach. Najlepiej zaprezentował się nasz najbardziej utytułowany aktualnie pływak Radosław Kawęcki, który zajął 4. miejsce na 200 m st. grzbietowym. Siódmy na 50 m st. dowolnym był Paweł Juraszek. Co cieszy, oba te dystanse to konkurencje olimpijskie. Ale trudno przejść obojętnie obok faktu, że były to pierwsze od 1998 roku mistrzostwa świata bez medalu dla Polski. Ostatnim medalistą był dwa lata temu Wojciech Wojdak, który w Chinach, mimo zmiany klubu i trenera nie zdołał wejść nawet do finału.

O występach pozostałych zawodników nie można napisać nic optymistycznego. Nie wdarły się do światowej czołówki najmłodsze w ekipie Aleksandra Knop i Zuzanna Herasimowicz. A było w Gwangju kilka efektownych zmian pokoleniowych w wykonaniu m.in. Węgra Kristofa Milaka, który wymazał z tabel rekord Michaela Phelpsa na 200 m motylkiem, 17-letniego Rosjanina Andrieja Minakowa czy Amerykanki Regan Smith, rówieśniczki naszej Zuzanny, która wygrała koronną konkurencję Polki – 200 m st. grzbietowym – bijąc przy tym rekord świata.

Za sukces odniesiony w MŚ 2019 uznano zakwalifikowanie na igrzyska olimpijskie pięciu sztafet. Ja widzę to nieco inaczej. W żadnej z nich nie udało się Polakom nawet otrzeć o finał mistrzostw świata. Nie ma przesłanek, żeby w IO w Tokio miało być inaczej. Mamy już doświadczenie choćby z igrzysk w Londynie, w których polska sztafeta kobiet 4×200 m st. dowolnym była ostatnia z tak wielką stratą, że nie mieściła się w kadrze telewizyjnym. To była wizerunkowa porażka dyscypliny. Podobnie może być za rok.

Po co w ogóle mam pływać?

Nie chcę szczegółowo omawiać zawodów juniorskich. W każdym razie fakt, że ani w MŚ, ani w ME żaden z biało-czerwonych nie staje na podium, to sytuacja bez precedensu. Ale co z tego? Przecież bywały takie lata, że Polska zdobywała kilkanaście medali juniorskich ME, a nie przekładało się to później na triumfy wśród seniorów. Kilku zdolnych młodych zawodników, którzy ostatnio takie medale wywalczyli, jak Kacper Stokowski czy Jakub Kraska, wyjechało na studia do USA i ich kariery przyhamowały. Taką sytuację już przerabialiśmy choćby z Janem Świtkowskim czy Marcinem Cieślakiem.

Tu dotykamy podstawowego problemu w polskim pływaniu: braku motywacji do trwania przez lata w morderczym treningu. Jedyną zachętą do uprawiania tego sportu po szkole podstawowej jest szansa na studiowanie w Stanach Zjednoczonych, gdzie Polacy dość łatwo otrzymują stypendia. Nie ma praktycznie innej ciekawej oferty, która przemawiałaby do dzieci zajmujących się pływaniem, a zwłaszcza do ich rodziców. Budowanie strategii rozwoju zawodnika opartej na dążeniu do medalu olimpijskiego to mrzonka w kraju, który wywalczył takich trofeów zaledwie sześć.

Blaknie wizja, brakuje wiary

Powrócę krótko do kilku spraw, o których pisałem rok temu, bo to kolejne problemy, które blokują rozwój tego sportu w Polsce. Przede wszystkim o archaicznym systemie na poziomie szkoły średniej opartym na szkołach mistrzostwa sportowego. Te, po pierwsze, zniechęcają rodziców zawodników, bo poziom nauczania w liceach SMS nie dorównuje temu z innych szkół. Dla zdolnych uczniów z ambicjami pozostaje wybór „zwykłego” liceum. A to przeważnie wiąże się z zakończeniem kariery pływackiej przez młodego człowieka, któremu nie udaje pogodzić tak wymagającego sportu, jakim jest pływanie, z nauką. Poza tym SMS-y od lat nie wyszkoliły zawodnika na miarę medalu mistrzostw świata czy Europy. Tak więc zachęta sportowa też odpada.
Kolejna sprawa to trenerzy, którzy pracują ze świadomością braku możliwości dochowania się seniora. Co gorsza, najtrudniej jest tym z dużych miast. Z roku na rok blaknie ich wizja wychowania mistrza olimpijskiego. Godzą się z tym, że zawodnik, z którym wiążą nadzieje, w wieku 16 lat w ogóle przestanie pływać albo trafi do innego klubu.

W związku z tym wyciskają z młodego, zdolnego pływaka wszystko, co się da, w wieku młodzika i juniora młodszego i zbierają medale w najmłodszych kategoriach wiekowych. Taki pływak, nawet gdyby wytrwał w sporcie, nie będzie nigdy dobrym seniorem.

Środowisko wydaje się być pogodzone z taką sytuacją. Nie słychać, aby były podejmowane próby jakiejkolwiek jej zmiany, poprawy. Nie ma żadnych propozycji ze strony trenerów, którzy opiekują się kadrą juniorów ani seniorów. A przecież w ich żywotnym interesie leży to, aby do tej kadry trafiali jak najlepsi zawodnicy.

Takich to ja już widziałem

Co zrobić, żeby pływanie odbiło się od dna? Jak pozbyć się marazmu panującego w tym sporcie? W sporcie, w którym w jednych igrzyskach do rozdania jest ponad 100 medali! Już samo to powinno poruszyć każdego, kto liczy na wysoką lokatę naszego kraju w olimpijskiej tabeli medalowej. Zwłaszcza że pływanie nie jest w Polsce jakąś niszową dyscypliną, bo w najmłodszych kategoriach uprawiają ją dziesiątki tysięcy dzieci.

Od kilku lat trenuję pływaków, którzy mogą walczyć o medale w 2024 r.
w Paryżu. Będą wtedy nadal bardzo młodzi, ale historia pływania pokazuje, że zdarzali się zawodnicy 17- i 18-letni, którzy zdobywali olimpijskie trofea i bili rekordy świata. Moi pływacy mają parametry, które dają mi prawo mówić o tym odważnie.

To nie są jedyni wybitnie zdolni młodzi ludzie w tym wieku, którzy aktualnie trenują w Polsce. W rocznikach 2006 i 2007 naliczyłem takich 36. Z każdym rokiem ta liczba będzie malała, ale to nic nadzwyczajnego. Ważne, aby przed 2024 rokiem nie spadła do zera, jak to się nieraz zdarzało. Gdyby wybrać jeszcze zawodników z roczników 2003–2005, uzbierałaby się całkiem pokaźna grupa potencjału medalowego na igrzyska w Paryżu.

Z tym, że ta wspaniała młodzież nikogo w tej chwili nie interesuje! Uzyskując wyniki najlepsze w historii polskiego pływania w kategoriach 12- czy 13-latków, zawodnicy słyszą najczęściej „takich młodych rekordzistów to ja już wielu widziałem. Zobaczymy, co będzie, jak będzie miał 18 lat”.

I słyszą to od ludzi, którym powinno zależeć, by właśnie taki wyjątkowy zawodnik dotrwał w sporcie do pełnoletności. I żeby wtedy był już na przykład rekordzistą Europy. A tymczasem dowiadują się, że nie są warci nawet pochwały. Młodzicy są u nas lekceważeni. A to też zawodnicy, którzy bardzo ciężko pracują, wiele poświęcają. To od nich powinno się zacząć budować przyszłość dyscypliny, a nie czekać z założonymi rękoma, aż dorosną do wieku seniora.

Podmiotem musi być zawodnik

Aby ten sport przetrwał w Polsce i zajmował wśród dyscyplin czołowe miejsce, już teraz trzeba zadbać o dobry start w Paryżu 2024. Właściwie to już rok temu powinien powstać specjalny sztab przygotowań, ale sytuacja nie jest jeszcze stracona. Choć to naprawdę ostatni gwizdek. Trzeba zacząć od 12-latków i iść w górę, otaczając należytą opieką pływaków, którzy są potencjalnymi medalistami. I tak co rok uważnie przyglądać się kolejnemu rocznikowi, aby była ciągłość, działanie strategiczne, a nie akcyjność.

Nie chodzi tu o wielkie pieniądze, o kosztowne wyjazdy, zagraniczne zgrupowania. Najmłodszym wystarczy na początek dobre słowo. Może dyplom po sezonie, pamiątkowa koszulka z logo macierzystego związku, list do szkoły. W ten sposób doceniony poczuje się też trener i znajdzie motywację do lepszej pracy.

Najważniejszy jest oczywiście monitoring. Zapytanie szkoleniowca, jakimi sposobami doszedł do wyników ze swoim pływakiem. Prośba o sprawozdania, które mogliby przeanalizować fachowcy. Regularne zapraszanie młodych zawodników na badania do Instytutu Sportu, żeby naukowcy ocenili potencjalne możliwości zdolnego młodzika, a potem kontrolowali przebieg jego kariery.

To, o czym piszę, wydaje się strasznie banalne. Tak, tyle, że pływanie w ten sposób nie działa. Do tego potrzeba odpowiedzialnych ludzi, którzy włożą w to sporo wysiłku. Nie kolejnych trenerów kadry, którzy będą czekali na gotowych zawodników, a po niepowodzeniu zwalali winę na trenerów klubowych.

Przenoszenie takich obowiązków na okręgowe związki, kadry wojewódzkie itp. nie przynosi żadnych owoców. Podobnie jak czekanie na to, że w wieku 17 lat objawi się nowa Otylia Jędrzejczak. Może i zdarzy się, że doczekamy juniora, który będzie uzyskiwał dobre wyniki, ale nie znaczy to, że zostanie on równie dobrym seniorem. Bez obserwacji od młodzika nikt nie będzie wiedział poza jego trenerem, czy to pływak rozpoczynający marsz po światowe trofea, czy wyeksploatowany ponad miarę wrak.

No i rzecz najważniejsza. Trzeba stworzyć szansę klubom, które mają ambicję dochować się seniora. Które własnymi możliwościami tworzą pływakowi warunki, by mógł godzić naukę z ciężkim treningiem. Gdzie pracują trenerzy z wizją, z pasją, którym będzie zależało na doprowadzeniu zdolnego ucznia do wieku, w którym będzie on mógł rywalizować na poziomie seniora. Pieniądze w pływaniu są, trzeba tylko przestać je trwonić. Podmiotem w pływaniu musi zacząć być zawodnik. Nie system, organizacja, posada czy zachowanie spokoju. Zawodnik jest najważniejszy. Jemu trzeba stwarzać warunki rozwoju. Bez względu na to, ile ma lat.


sztafeStefan Tuszyński